Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 57, edycja elektroniczna Skierniewice, marzec 2010
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Stefan Żółtowski

Wuj Michał - mój autorytet

Michała Żółtowskiego z Lasek poznałem na II Zjeździe Rodu Żółtowskich w Zajączkowie w 1993 roku.

Jego życzliwość, miła aparycja i ojcowskie podejście do uczestników Zjazdu wzbudziły do Niego od razu moją sympatię. Jak zauważyłem, nie tylko ja polubiłem ś.p. Michała. Jego szczerość i uśmiech, którym obdarowywał uczestników, zjednały Mu wszystkich Żółtowskich. Pamiętam, że pewnego razu powiedziałem: „Panie Michale, czy mógłby mi Pan napisać dedykację w książce?”. Była to książka jego ojca ze wstępem Pana Michała pt.”Dwa pokolenia”. On uśmiechnął się do mnie i zapytał: „Jak masz na imię, bo zapomniałem?”. Odpowiedziałem – „Stefan”. Pan Michał mi wtedy odrzekł: „Przecież jesteś Żółtowski tak jak ja, więc jesteśmy jedną rodziną. Nie zwracaj się do mnie pan, tylko Michał”. Odpowiedziałem, że nie wypada 24-letniemu młodzieńcowi zwracać się do starszego człowieka po imieniu, więc będę mówić wujku. Pan Michał z radością, złapał mnie za rękę i uściskał.

Od tej pory zyskałem kolejnego wujka. Wprawdzie ś.p. Michał nie był moim bliskim krewnym, ale jak podkreślał – pochodzimy z tej samej rodziny. To prawda, był bowiem dalekim kuzynem, z drugiej odnogi naszego Rodu. Mieliśmy wspólnych przodków przez kilka pokoleń. Michał, chociaż pochodził z bogatego ziemiaństwa, z rodziny, która posiadała tytuł hrabiów rzymskich nadany prze papieża Piusa IX w 1867 r., a wcześniej tytuł hrabiów pruskich nadany przez króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV w 1840 r., - nie okazywał pogardy dla uboższych, nie utytułowanych krewnych. Nie szczycił się nigdy swym arystokratycznym pochodzeniem. Wszystkich traktował jak najbliższych krewnych. Dla wuja Michała nie było ważne, czy ktoś ma przed nazwiskiem tytuł „hrabia”, a jego przodkowie mieli duży majątek ziemski czy byli średnią, czy zubożałą, zaściankową szlachtą, czy nawet gołotą szlachecką. Dla Michała liczył się człowiek... tylko człowiek.

Teraz przedstawię kilka faktów z życia wuja Michała, życia które ukształtowały Jego charakter i stosunek do ludzi.

Michał Żółtowski urodził się 21 maja 1915 r. w Lozannie w Szwajcarii. Był synem hr. Jana Żółtowskiego, ziemianina (właściciela dóbr Czacz, Białcz, Drzewce, Mierzewo, Czarkowo o powierzchni łącznej 4606 ha) i Ludwiki z hr. Ostrowskich (właścicielki dóbr Lasy Lubartowskie o powierzchni 2400 ha). Wychowywał się w rodzinie patriotycznej. Ojciec Jego był członkiem Komitetu Narodowego w Paryżu w latach 1918-1919, członkiem Komisji Pracy podczas obrad traktatu pokojowego w Wersalu w Paryżu, prezesem Urzędu Likwidacyjnego na byłą dzielnicę pruską w Poznaniu w latach 1919-1923, prezesem Wielkopolskiego Związku Ziemian 1926-36, oficerem Orderu Polonia Restituta. Dziadek jego hr. Alfred bronił sprawy polskiej jako poseł w Parlamencie Pruskim w latach 1871-74. Duży też wpływ na świadomość patriotyczną odegrał fakt, że pradziadek Michała hr. Marceli był oficerem w pułku ułanów w czasie Powstania Listopadowego 1831 r. i kawalerem Orderu Złotego Krzyża Virtuti Militari, posłem do Pruskiej Izby Panów w 1880 r., dyrektorem Poznańskiego Towarzystwa Ziemskiego w latach 1850-1869.

Michał Żółtowski ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie we Lwowie oraz ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu i został podchorążym 15. Pułku Ułanów. Po mobilizacji w sierpniu 1939 r. został skierowany do Ośrodka Zapasowego Wielkopolskiej Brygady Kawalerii w Kraśniku. Następnie został internowany 30 września 1939 r. przez Armię Czerwoną i wywieziony do Wołczysk za Zbrucz. Wypuszczony wraz z grupą żołnierzy szeregowych pochodzących z ziem wschodnich przebywał we Lwowie, skąd przedostał się do Lasów Lubartowskich. Walczył w Armii Krajowej.

W czasie działań wojennych zginęli jego bracia – Juliusz – ułan 17. Pułku Ułanów, podchorąży AK, żołnierz Kedywu, w czasie powstania warszawskiego walczył w oddziale „Jelenia” i grupie „ Kampinos”, zginął w bitwie z Niemcami pod Jaktorowem. Pochowany jest na cmentarzu wojskowym w Budach Zosinych. Drugim bratem był Alfred ułan w 17. Pułku Ułanów w Lesznie, walczył w obronie Warszawy, ciężko ranny 27 września 1939, zmarł 13 października 1939 r.

Po wojnie Michał poprosił metropolitę krakowskiego księdza kard. Adama Stefana Sapiehę o przyjęcie go do Seminarium Duchownego. Książe metropolita znał ojca Michała hr. Jana z Czacza. Należy wspomnieć, że siostra kardynała Adama Sapiehy Maria była żoną hr. Stanisława Żółtowskiego z Niechanowa. Stąd też metropolita krakowski znał rodzinę Żółtowskich. W seminarium Michał Żółtowski poznał młodego księdza Karola Wojtyłę, z którym prowadził rozmowy na tematy teologiczne i świeckie. Jednak choroba zmusiła Michała do odejścia z Seminarium. Wówczas udał się do Zakładu dla Niewidomych do Lasek, do założycielki Zakładu Matki Róży Czackiej. Od 1951 r. zaczął pracować z niewidomymi jako wychowawca i nauczyciel robót ręcznych. Praca z ociemniałymi była dla Michała sensem życia. To osoby ociemniałe i niepełnosprawne stały się Jego najbliższą rodziną. On ich rozumiał, a oni rozumieli jego. Poznał ich cierpienie, nieustającą walkę o przetrwanie i godne życie w tym okrutnym, pysznym, snobistycznym pełnym utrudnień świecie. Dlatego też patrzył na świat oczami człowieka cierpiącego, osamotnionego, pogardzanego przez innych, zdrowych, pięknych, bogatych, utytułowanych.

Wuj Michał służył dzieciom pomocą, dobrą radą i słowem. Dlatego też łatwo jest mi zrozumieć Jego szlachetny czyn, a mianowicie przekazanie praw do majątku rodzinnego osobom poszkodowanym przez los na Fundację im. św. Brata Alberta.

Michał Żółtowski odnalazł sens swego istnienia. Tym sensem była chęć pomocy innym. Jego celem w życiu było niesienie radości i pokrzepienia tym, którzy na co dzień czuli się gorsi, niepotrzebni społeczeństwu. Dlatego też Michał powtarzał dzieciom z Lasek, że nie należy się poddawać. Wuj Michał przekonywał, że osoby niepełnosprawne powinny dążyć do uzyskania jak najwyższej możliwej dla nich sprawności i korzystania z niej w pełni, realizowania marzeń i osiągania sukcesów w życiu.

Michał poświęcał cały swój czas dzieciom. Nie odmawiał im, gdy prosiły go o pomoc. Był zawsze serdeczny i życzliwy, gotów odpowiedzieć na każde pytanie, które mu zadawały. Był dla dzieci wujkiem, na którym można było zawsze polegać.

Nie szczędził sił i czasu dla nich. W towarzystwie Michała dzieci czuły się szczęśliwe pomimo swojej niepełnosprawności. Zapominały o dolegliwościach i wiążącymi się z nimi trudnościami życia. Były szczęśliwe, gdy opowiadał im o swoim życiu i sposobach walki z ułomnościami. Dodawało im to odwagi i chęci do dalszego życia.

Miałem okazję poznać i rozmawiać z trzema wychowankami Michała. Jednym z nich był Andrzej Lewandowski, krewny mojej żony. Podczas spotkań rodzinnych Andrzej często mówił o ś.p. Michale z Lasek. Opowiadał o opiekuńczym, ojcowskim podejściu do dzieci, mówił o zajęciach, które wuj Michał prowadził z dziećmi, o jego prelekcjach historycznych.

Michał nie opowiadał w Zakładzie w Laskach o swoim pochodzeniu. Poza wybranymi osobami nikt się nie orientował, że był potomkiem rodu arystokratycznego, który posiadał przed wojną tak liczne dobra ziemskie. W opinii kuzyna mojej żony wuj Michał był osobą cichą i skromną, całkowicie oddaną pracy dla niepełnosprawnych.

Michał Żółtowski był współzałożycielem Związku Rodu Żółtowskich i jego Prezesem Honorowym. Spotykałem się z nim nieraz podczas zjazdów, a może ze dwa, trzy razy w jego pokoiku w szpitaliku w Laskach. Wuj Michał mówił o korzeniach rodu, o bohaterach pochodzących z rodziny Żółtowskich. Pokazywał mi też rękopisy o swoim życiu i historii najbliższej rodziny. Ciekawie też opowiadał o historii Polski tej dawnej, jak i współczesnej – z lat jego dzieciństwa i młodości. Kiedy Michał opowiadał o pierwszych Ogończykach i Żółtowskich, wszyscy byli podekscytowani. Jego opowieści sprawiały, że każdy chciał poznać wszystkie szczegóły historii naszego Rodu i Rzeczypospolitej.

Ś.p. Michał z Lasek mówił również o swoim udziale w walkach w czasie II wojny światowej, o kampanii wrześniowej 1939 r. w Pułku Ułanów i wywiezieniu przez Armię Czerwoną za Zbrucz, o uczestnictwie w Armii Krajowej i swoich losach po wojnie.

Opowieści te miały dla nas wielkie znaczenie. Dzięki nim poznawaliśmy niejednokrotnie fakty, o których nie mówiono na lekcjach historii. Wiedza wuja Michała była ogromna. Uchodził za chodzącą encyklopedię. Był postrzegany nie tylko jako Senior Rodu, ale również jako wielki człowiek o olbrzymiej wiedzy, charyzmie, inteligencji, dobroci i życzliwości, ale przede wszystkim skromności. Michała Żółtowskiego wszyscy kochali, nie tylko za wymienione walory. Kochali go wszyscy, gdyż dał się lubić. On kochał wszystkich Żółtowskich, zarówno tych pochodzących z biednych rodzin jak i z bogatszych. On nie dzielił ludzi na lepszych i gorszych, jak to czynią niektórzy. Wszyscy bowiem jesteśmy rodziną – dużą rodziną, liczącą trzy tysiące osób!

Wuj Michał był dla mnie wielkim autorytetem. Tak wielkie Jego poświęcenie się pracy społecznej zasługuje na wieczną pamięć. Skromność i zacność ś.p. Michała powinna być przykładem dla Polaków, a zwłaszcza dla przedstawicieli Rodu Żółtowskich. Kiedy dowiedziałem się, że wuj Michał nie żyje, ogarnął mnie wielki smutek. Odmówiłem modlitwę za jego duszę. Jestem przekonany, że ś.p. Michał Żółtowski poszedł prosto do nieba. Tak porządny i godny szacunku człowiek musiał tam trafić. Cieszy się ze spotkania z Bogiem i swoimi Rodzicami oraz krewnymi.

Cały czas czuję Jego obecność. Widzę Jego opiekuńcze spojrzenie z uśmiechem, którym zawsze mnie obdarzał, kiedy się spotykaliśmy. Na pewno nie zapomnę o Tobie, wuju Michale, o naszym pierwszym spotkaniu na Zjeździe Rodu w Zajączkowie w 1993 r., o dyskusjach rodzinnych. Jestem przekonany, że wszyscy, którzy Cię poznali nie zapomną o Tobie. Będzie nam brak ciebie na Zjazdach, będzie nam brak Twoich wspomnień, życzliwości i szlachetnego serca. Będziesz w naszych myślach i sercach. Będziemy zawsze Cię wspominać zarówno w naszych rodzinach, jak i na spotkaniach rodowych.

Ciesz się życiem wiecznym i bądź naszym orędownikiem u Boga! Spoczywaj w pokoju, wuju Michale.


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »