|
|
Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik | |
| Nr 51, edycja elektroniczna | Skierniewice, wrzesień 2008 | |
| « Poprzednia strona | Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru | Następna strona » |
To zdanie chcę uczynić mottem tego cyklu i skierować je do duchowieństwa jako polemikę z atmosferą towarzyszącą książce "Przekroczyć próg nadziei".
Na wstępie chcę oświadczyć, że nie przeczytałem tej książki, choć moje doświadczenia z Kościołem pozwalają na domysł jej treści. Nie sięgnąłem po nią z dwóch powodów: żeby nie być pod wpływem jej treści i żeby nie oceniać. Chcę podejść do sprawy jako człowiek wolny, wyzbyty żądzy narzucania czegokolwiek.
Formuła cyklu oparta jest na schemacie: pytanie – odpowiedź.
Pytania mają swoje źródło w moim doświadczeniu rzeczywistości, w centrum której zawsze stawiam drugiego człowieka, odpowiedzi zaś są odczytywaniem przeze mnie treści, jaką niesie ze sobą każdy człowiek, a która za fundamenty zawsze przyjmuje dobro.
Nie spotkałem bowiem człowieka, który chciałby dla siebie źle. Nawet popełniając samobójstwo, człowiek czyni to dla swojego dobra, bo chce w ten sposób uwolnić się od zła, którym najczęściej jest drugi człowiek.
W tym właśnie miejscu warto zatrzymać się i przeanalizować pojęcie "nadzieja".
Papież w tytule swojej książki stwierdza, że człowiek powinien przekroczyć próg nadziei, czyli nadzieja jest czymś, ku czemu człowiek podąża. Rzeczywistość pokazuje nam, jak wielu nie odnalazło tej drogi i odebrało sobie życie. Uważam, że to my jesteśmy nadzieją i gdyby wszyscy spoglądali na siebie przez pryzmat tego, czego moglibyśmy dokonać wspólnie, nikt nie pozbawiłby się życia, ale zacząłby szukać drogi spełnienia siebie, trzymając kogoś za rękę.
Jestem przekonany, że trzeba kontynuować proces stawania się przez ciągłe zadawanie sobie pytania – dlaczego? Jest to najstarsze pytanie w dziejach rozwoju myśli ludzkiej i ono choć jest niezmienne, to prowokuje do poszukiwań wciąż nowych odpowiedzi. Żadna z poniższych odpowiedzi nie jest lekarstwem na życie, ale może stać się bodźcem do kreowania siebie we wciąż zmieniającej się rzeczywistości. Ja już uwierzyłem w to, że mam moc kreowania, czyli tworzenia i nie podchodzę do ABSOLUTU (BOGA) jak do "dobrego wujka", który za mnie wszystko zrobi. Ja mam moc i pragnę zarazić wszystkich moją wiarą w człowieka, który jako jedyna istota obleczona jest w przejawy doskonałości. Każdy z nas w głębi swojego ducha spragniony jest RAJU, to on prowokował i prowokuje wielu. Tak więc przestańmy o nim mówić, a zacznijmy go tworzyć. Jestem przekonany, że każdy z nas jest częścią tego Raju, wystarczy znaleźć sposób, aby go uzewnętrznić.
Na koniec chciałbym podkreślić najistotniejszą rzecz: we wszystkich odpowiedziach na postawione tu pytania jestem JA.
Anno Domini 2007.12.16, Łódź