|
|
Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik | |
| Nr 48, edycja elektroniczna | Skierniewice, październik 2007 | |
| « Poprzednia strona | Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru | Następna strona » |
Piękna, słoneczna pogoda, która powitała nas w wiosenny ranek, była obietnicą wielu wrażeń na naszym turystycznym szlaku. Wprawdzie trudno było opuszczać malowniczo położony nad jeziorem ośrodek, ale żeby coś zobaczyć czy zwiedzić, trzeba sobie zadać trochę trudu.
Jestem zapaloną turystką i od dłuższego już czasu czekałam z niecierpliwością na możliwość podziwiana miejsc, które znałam z przewodników turystycznych.
Ruszamy w drogę. Mijamy Olsztyn - stolicę Warmii (niektórzy mylnie lokalizują to miasto na Mazurach, ale nam takie pomyłki nie mają prawa się przydarzyć). W połowie drogi między Olsztynem a Lidzbarkiem Warmińskim leży niewielkie miasto, zwane Dobrym. Nad rzeką Łyną stoi owalna baszta Bociania, pozostałość dawnych murów miejskich. Na szczycie stożkowatego dachu baszty tkwi bocianie gniazdo, o tej porze roku oczywiście zasiedlone przez te sympatyczne ptaki.
Na tyłach autobusu od razu odbywa się błyskawiczny konkurs pod hasłem "Sto anegdot o bocianach".
W centrum miasta wzrok przykuwa wysoka, surowa świątynia, aż dziwne wydaje się, że ten ogrom cegieł zużyty do jej zbudowania w XIV wieku, do tej pory się nie rozsypał. Kiedy znajdujemy się na dziedzińcu, zadajemy sobie pytanie w jaki sposób ówcześni budowniczowie zdołali bez współczesnych wind i żurawi zbudować wysoką, blisko czterdziestometrową wieżę kościoła? We wnętrzu świątyni pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela i Wszystkich Świętych znajdują się cenne dzieła sztuki, przede wszystkim gotyckie i barokowe. Szczególne wrażenie robią na nas misterna ambona i równie piękne baptysterium wykonane w warsztatach w Królewcu u schyłku XVIII stulecia. Zadziwia duża liczba tzw. przyfiltrowych ołtarzy. Wzięła się stąd, że każdy z dwunastu kanoników miał "swój" ołtarz do odprawiania mszy świętej. Później, gdy gremium kanoników zmalało, opiekę nad ołtarzami przejęły cechy i bractwa. Kościół z wysoką wieżą oraz zabudowania kolegiackie, przypominają swą bryłą zamek. Budowniczowie kolegiaty wykazali się dwukrotnie dalekowzroczną mądrością - podczas wojny głodowej w 1414 roku oraz ostatniej wojny polsko-krzyżackiej w 1520 roku była ona atakowana. Za pierwszym razem napastnikom udało się poczynić znaczne szkody, za drugim budowla wytrzymała oblężenie.
Wracamy do autokaru. Tu czeka nas dylemat: mamy do wyboru większy autobus bez klimatyzacji, albo mniejszy - klimatyzowany. W upalny dzień jasne, że wybieramy ten drugi. Jest jedno małe "ale". Brakuje miejsca dla organizatora wycieczki ("szewc bez butów...") mojego ulubieńca Adasia. Od tej pory muszę walczyć z "tyłami" o miejsce siedzące dla niego. Krzyś z Wrocławia komentuje tę sytuację krótko: "Lepsze jest wrogiem dobrego". Zaskarbia sobie tym naszą natychmiastową sympatię i bez żadnych dodatkowych warunków przyjmujemy go do naszego grona "ludzi pozytywnie zakręconych". Jak się potem okazuje, mieliśmy całkowitą rację, bo Krzyś przez cały czas w autobusie zabawiał nas wyjątkowo śmiesznymi dowcipami, dzięki czemu wszyscy byli w znakomitych humorach pomimo zmęczenia, upału i średniodziałającej klimatyzacji.
Dzień upływa pod znakiem odwiedzania miejsc, w których przebywały wybitne postacie naszej historii. Tak było z monumentalnym, gotyckim zamkiem biskupów w Lidzbarku Warmińskim. Zamek, który ze względu na wielkość i architekturę, m.in. arkadowe krużganki, bywa nazywany Wawelem Północy, zaszczycały swoją bytnością takie m.in. sławne osobistości, jak: Łukasz Watzenrode, Mikołaj Kopernik, Jan Dantyszek, Ignacy Krasicki. Na zamku w Olsztynie, gdzie w latach 1516-1519 pracował nasz wielki astronom, przypomniały mi się słowa poety: "Noc roziskrzona gwiazdami, pogodna, to pora pracy. Astronom na wieży patrzy na gwiazdy, ręka jego chłodna ujmuje cyrkiel, który Wszechświat mierzy..." Tak pisał Władysław Broniewski w poemacie "Kopernik", a mnie, widok małego okienka w wieży przeniósł w czasy mojej ulubionej epoki - renesansu. Zobaczenie zamku w Lidzbarku Warmińskim to było jedno z moich marzeń. Zbudowany na planie kwadratu sprawia monumentalne wrażenie. Lekkości dodają mu jedynie smukłe wieżyczki narożne. Opływają go wody Łyny i Symsarny. Zwiedzamy wspaniałe komnaty, obecnie będące miejscem ekspozycji skarbów kultury, podziwiamy zachowane fragmenty różnych warstw malowideł ściennych. Uwagę przykuwa skrząca się od złoceń rokokowa kaplica, gdzie można obejrzeć ambonę rydwanową i "kieszonkowe" organy. Zejście do piwnic, niestety, bez przechowywanych tu onegdaj win, chłodzi nasze umęczone upałem ciała.
Podziwiamy różnego rodzaju sklepienia gotyckie - krzyżowe, krzyżowo-żebrowe, gwiaździste, aż po przepiękne kryształowe na zamku w Olsztynie.
Aneta i "dwa Michały" błyskawicznie przebierają się w stroje z epoki renesansu, czym wzbudzają radość wśród uczestników wycieczki.
Z Lidzbarka udajemy się do pobliskiego Stoczka Klasztornego. Oglądamy Sanktuarium Maryjne, które początkiem sięga średniowiecza. Obecna, okrągła świątynia z kopułą, na wzór rzymskich bazylik, dar dla Królowej Pokoju pochodzi z XVII wieku i zbudowana została jako votum za nastanie upragnionego pokoju po okresie wojen z Rosją, Turcją i Szwedami. W klasztorze mieści się "Izba Pamięci" ku czci Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który tutaj był internowany przez władze komunistyczne i uwięziony 8 grudnia 1953 roku. Dodatkowym walorem podkreślającym wyjątkowość tego miejsca jest przyroda, a w szczególności piękny ogród przyklasztorny, ostoja ciszy i spokoju, miejsce, które sprzyja zadumie nad nieprzemijającymi wartościami.
Wracamy do stolicy Warmii i na pięknej olsztyńskiej starówce regenerujemy siły, po czym kontynuujemy nasze spotkania z historią.
Ponad głęboką doliną Łyny wznosi się najstarsza część Olsztyna - XIV-wieczny zamek. Jest to budowla obronna. Ma trzy skrzydła, dwa gotyckie i jedno, widoczne od strony miasta, barokowe. W potężnych murach zwracają uwagę masywna wieża główna, a także wysoko zawieszona na południowym skrzydle hurdycja - rodzaj drewnianego ganku obronno-obserwacyjnego. Na dziedzińcu stoją kamienne postacie wykute przed wiekami w granitowych głazach narzutowych. Były przedmiotem kultu pogańskiego Prusów, badacze szacują ich wiek na co najmniej siedemset lat. Choć czas zatarł szczegóły tych rzeźb, łatwo można rozpoznać, że są to męskie postacie - mają wąsy, a za pasem nóż, krótki miecz i bardzo często róg. A nazywają się... "baby". Co ma baba do męskich posągów? Po turecku baba to ojciec, a także człowiek zasłużony lub czcigodny starzec. Jeszcze rok temu tajemniczości niezwykłym rzeźbom nadawał cień potężnej, pomnikowej lipy. Ale wichura, która przeszła nad Olsztynem, pozbawiła zamkowy dziedziniec tej pięknej ozdoby.
Wewnątrz zamku mamy okazję podziwiać oryginalną pamiątkę pozostawioną przez Mikołaja Kopernika. To acquinoctium - wykres wiosennego zrównania dnia z nocą, naniesiony na jedną ze ścian w pierwszej połowie 1517 roku.
Po wyjściu z zamku robimy sobie pamiątkowe zdjęcia, siedząc na odlanych z brązu kolanach... Mikołaja Kopernika.
Jednym z najciekawszych zabytków Olsztyna, który mieliśmy okazję zwiedzić, jest XIV-wieczna katedra św. Jakuba. Niewiele zostało w jej wnętrzu z pierwotnego wyposażenia. Można jednak podziwiać piękne XVI-wieczne sklepienie kryształowe, ołtarz-tryptyk przedstawiający scenę Zwiastowania, jak również barokową ambonę.
Z Olsztyna jedziemy do pobliskiego Gietrzwałdu. Sławę, wykraczającą daleko poza granice Mazur, ta mała wioska zyskała w XIX wieku, po tym, jak kilkunastoletnim dziewczynkom ukazała się Matka Boska, przemawiając do nich... po polsku. Był to okres najsilniejszej fali germanizacyjnej i bezwzględnego rozprawiania się ze wszystkim co polskie. Gietrzwałd stał się głównym ośrodkiem walki o przetrwanie. Objawienia przyczyniły się do odrodzenia życia religijnego oraz świadomości narodowej.
W gotyckim kościele Narodzenia Najświętszej Marii Panny oraz świętych Piotra i Pawła przez cały czas widać modlących się przed cudownym obrazem pielgrzymów. W miejscu objawień bije poświęcone przez Matkę Bożą źródło z wodą uważaną za uzdrawiającą.
Syci wrażeń wracamy do ośrodka, jednego z piękniejszych, w którym mieliśmy okazję się spotkać na naszych rodzinnych zjazdach. Dobrze, że zamiast uroczystej kolacji urządzono uroczysty grill, ponieważ nie musieliśmy się wbijać w odświętne szatki. Mogliśmy za to sobie swobodnie pośpiewać na świeżym powietrzu, w przyjemnej bryzie wiejącej od pobliskiego jeziora.
Tytułem mojego tekstu jest myśl Stefana Kisielewskiego. Jestem przekonana, że ten piękny dzień zjazdowy nie był czasem zmarnowanym i pozostanie na długo w naszych wspomnieniach.
P.S. Będę wdzięczna fotografom zjazdowym za kontakt w sprawie zdjęć, które zostaną umieszczone w fotograficznym albumie wspomnień.