Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 45, edycja elektroniczna Skierniewice, październik 2006
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Lidia z Sulechowa

Spotkanie w drodze

Po długim milczeniu postanowiłam napisać do kwartalnika. Skłoniło mnie do tego nieoczekiwane, bardzo miłe spotkanie z naszymi kuzynami "w drodze".

W czwartkowe popołudnie 11 maja otrzymałam telefon od kuzynki ze smutną wiadomością o pogrzebie mojej siostry w Braniewie. Postanowiłam pojechać, choć to daleka droga. Sulechów - miejscowość, w której mieszkam - leży na zachodzie Polski, natomiast Braniewo na wschodzie. Z informacji o połączeniach kolejowych dowiedziałam się, że mam dwie przesiadki: w Poznaniu i Olsztynie. W Olsztynie będę czekała na pociąg godzinę, więc postanowiłam, że zadzwonię do Kici ze Szczęsnego. Może się spotkamy. Niestety, nikt nie odbierał telefonu. Zadzwoniłam więc do informacji po numer telefonu do syna Kici Piotra. Zgłasza się Piotr "Bosman" (to nazwa jeszcze z Soczewki 1994 r.). Proszę o przekazanie mamie prośby, że chciałabym spotkać się z nią 12 maja na dworcu w Olsztynie.

Kiedy pociąg przyjechał do Olsztyna, na stacji przywitała mnie z pięknym bukietem czerwonych tulipanów jak zwykle uśmiechnięta Kicia. Do odjazdu pociągu miałyśmy zaledwie godzinę na "pogaduchy". Więc Kicia zaproponowała, bym w drodze powrotnej wpadła do niej. Zaproszenie przyjęłam z radością.

Zgodnie z umową w drodze powrotnej Kicia odebrała mnie z dworca i pojechałyśmy do Szczęsnego. W domu przywitał nas Adaś, najmłodszy syn Kici. Atmosfera była bardzo serdeczna i rodzinna.

Następnego dnia Kicia, jako gospodyni regionu, zabrała mnie na wycieczkę z zamiarem pokazania cząstki Mazur. Byłam urzeczona urokiem pięknych mazurskich okolic.

Po drodze odwiedziłyśmy Piotra z Edytą, poznałam ich córeczki: Kasię i Martynkę. Potem pojechałyśmy do Dolotowa, do najstarszego syna Wojtka z żoną Małgosią.

Wieczorem długo rozmawiamy, wspominamy spotkania zjazdowe, oglądamy zdjęcia.

Rano czas się pożegnać z gościnnymi gospodarzami. Pora wracać do domu. Na dworzec odwiózł mnie Adaś. Na pożegnanie mówi: "Do zobaczenia". Więc mam nadzieję - do zobaczenia!


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »