Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 45, edycja elektroniczna Skierniewice, październik 2006
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Bogusia z Białej

Citius! Altius! Fortius!

Uczestnicy wyprawy na Szrenicę
Uczestnicy wyprawy na Szrenicę
Chwila wytchnienia na płaskim terenie
Chwila wytchnienia na płaskim terenie
To trasa dla wytrawnych turystów
To trasa dla wytrawnych turystów

Dwa lub trzy tygodnie przed Zjazdem do Szklarskiej Poręby zadzwoniłam do Mariusza ze Sztumu z prośbą, żeby zorganizował wycieczkę w góry dla grupy chętnych Żółtowskich.

Program każdego Zjazdu jest tak napięty, że trudno było "wykroić" tych kilka godzin na wyprawę. Ale znaleźliśmy czas. W czwartek po uroczystej procesji i po obiedzie kilkoro chętnych ruszyło od górnej stacji wyciągu krzesełkowego na Szrenicę w... nieznane.

Naszą malowniczą grupę tworzyli: Mariusz, Mirella, Piotr i Marta ze Sztumu, Kicia ze Szczęsnego, Mieczysław ze Szczecina, Lonia, Kazik i Karol z Olsztyna, Darek z Warszawy i Bogusia z Białej.

Droga wiodła głównym grzbietem Karkonoszy wzdłuż granicy z Czechami. Było płasko, trochę nudno ale przyjemnie. Trafiła nam się błogosławiona pogoda i bardzo duża przejrzystość powietrza. Z góry widzieliśmy Szklarską Porębę, Jelenią Górę i ruiny zamku Chojnik, dawnej siedziby dumnej i okrutnej Kunegundy. Czerwony szlak doprowadził nas w końcu nad urwiska Śnieżnych Kotłów. Podziwiamy efektowne przepaście, skalne zręby i resztki zimowego śniegu, który zalega w szczelinach. Za Kotłami zaczynamy schodzić w dół do Szklarskiej Poręby. Szlak wiedzie lasem, jest niezwykle piękny. Jedyna niedogodność to kamienie i głazy, z których zbudowano szlak.

Zaczyna dokuczać zmęczenie. Droga w lesie zdaje się nie mieć końca. Wreszcie, między drzewami, widzimy schronisko pod Łabskim Szczytem. Wydaje się bliskie, ale droga do niego jeszcze daleka, w dodatku pod górę.

W schronisku pijemy gorącą herbatę i zimne piwo. Ja zamawiam, jak to w schronisku, bigos. Niestety, robi się późno, a przed nami długa droga w dół do Szklarskiej Poręby. Darek i Mariusz "odrywają" mnie od rozkoszy konsumpcji i trzeba iść dalej.

Do parkingu przy wyciągu, gdzie zostawiliśmy nasze samochody przed wyprawą, docieramy około godz. 22.00. O dziwo, pan parkingowy czeka na nas i na opłatę za parkowanie. Pakujemy się do samochodów i w ciągu pół godziny dojeżdżamy do ośrodka "Olimp".

Wita nas stęskniony prezes Rafał, który wraz z naszymi dziećmi ? Anetą (córką Darka) i Michałem (moim synem) zadbał, abyśmy mogli zjeść kolację. Lokujemy się w "pokoju klubowym" i zajadając zimną "kiełbasę na gorąco" opowiadamy sobie co ciekawsze fragmenty wyprawy. Zaśmiewamy się przy tym do łez. A nazajutrz na śniadaniu meldujemy się w komplecie i po żadnym z uczestników wycieczki w góry nie widać śladu zmęczenia.

Kocham góry i na pewno wybiorę się jeszcze na szlak.

Może kiedyś?

Tylko gdzie ja znajdę takich wspaniałych kumpli na wyprawę?

P.S. Na przyszły rok umawiamy się w okolicach Olsztyna. Przemawiają za tym dwa aspekty: - do Olsztyna jest blisko z Warszawy (a także z wielu innych miejsc Polski), - w czasie pobytu w Olsztynie możemy odwiedzić pobliski Lidzbark Warmiński, a jest to jedyne miasto północnej Polski, w którym działa GOPR.


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »