Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 44, edycja elektroniczna Skierniewice, marzec 2006
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Malwina Żołtowska z Wrocławia

Elka

Nasze Matki

Jaka jest moja mama? Wiem na pewno że jest mną, to znaczy ja jestem nią, choć w połowie, choć w ćwiartce, choć troszkę, troszeczkę - mam nadzieję, bo ona jest wyjątkowa. Naprawdę. Nie wiem, co to znaczy rodzić i być w ciąży, ale samo to wydaje mi się wielkim heroizmem - szczególnie po przeczytaniu "Polki" Gretkowskiej. Czy ja też naciskałam mamie na pęcherz? Czy też nieznośnie kopałam, a jak nie kopałam, to czy mama się martwiła? Moja mama to Heroina, czyli wyjątkowa osoba.

Pamiętam, że w drugiej klasie pani kazała opisać nam obraz swojej wymarzonej mamy. Ja, przykładne dziecko, oczywiście stworzyłam obraz mamy-księżniczki idealnej, w różowej balowej sukni i jedwabnych pantofelkach, obraz zgoła nierzeczywisty i sama popukałam się po głowie. Nawet ośmioletnie dziecko nie może być tak naiwne, pomyślałam, że przecież moja mama jest idealna i moja wymarzona, no a mamy księżniczki nie istnieją. Choć jeśli miałabym wyliczyć cechy księżniczek: lubią się ładnie ubierać, tzn. cały czas szyją sobie nowe sukienki, chodzą na towarzyskie bale, bo jako księżniczki mają taki uciążliwy obowiązek, no i oczywiście bale sprowadzają się do poszukiwania księcia z bajki albo ulepszania tego, którego ma się przy boku - w końcu frak czyni królewicza o wiele znośniejszym niż jest w rzeczywistości. Poza tym księżniczki dbają o linię, bo co by to było gdyby nie zmieściły się w gorset! Na dodatek ciągle gdzieś biegają w celu załatwienia spraw niecierpiących zwłoki, choć niejednokrotnie te sprawy mogłyby poczekać. W rezultacie księżniczka nie czuje zmęczenia, bo nie ma czasu na to, żeby zastanawiać się nad tym, co czuje. Zatem odpowiadam: "Tak, moja mama jest księżniczką", co prawda, w bojówkach i sportowych dżinsach, gdy się spieszy, bo trzeba iść z duchem mody i pięknej subtelnej sukience, z podkreślonymi wielkimi oczami, gdy trzeba kogoś zaszczycić na współczesnym balu. Ale wtedy mama-księżniczka nie poszukuje księcia, bo jak na XXI wiek przystało sama sobie wystarcza i wydaje się, że jest zbyt silna, żeby być słaba. Ona nie musi specjalnie martwić się o gorset, ale suknie i spódniczki w rozmiarze 34, co by z nich nie wyrosnąć, bo wtedy trzeba byłoby zmieniać całą garderobę - o zgrozo! Ja i tak wiem, że moja mama z nich nie wyrośnie, bo jak można, skoro codziennie ćwiczy się aerobik przed polskim MTV. Co za samozaparcie, akurat tej cząstki charakteru niestety nie przekazano mi w genach, a szkoda... Zmęczenie jest rzeczą względną. Jeśli się o nim myśli, to nagle nadchodzi, zazwyczaj w niedzielę, gdy mama pozwala sobie na odrobinę lenistwa, przed ekranem telewizyjnej dwójki. Najbardziej lubi pana Manna i jego "Szansę" oraz Mariolkę z "Na dobre i na złe", bo jest taka normalnie-stuknieta, a przy tym uczciwa i beztroska - mama się chyba troszkę z nią identyfikuje, bo ona też jest "szalonkawa" i zbyt "uczuciowoczciwa". Dlatego mama czasem płacze, a to natura mnie też dała w genach, ale potem sobie tłumaczy i smutek przechodzi na kilka dni. Ta niedziela to taka nieprzyjazna, z jednej strony pozwala na chwilę oddechu, a z drugiej wpycha nas w "szarożycie", bo nie jest taka spieszna i niemyśląca jak dni od poniedziałku do soboty. Poza tym "Na dobre i na złe" zawsze kończy się z łezką w oku.

Od nowego tygodnia mama zabiera się znowu do pracy, bardzo lubi swoje państwowe dzieci. Ma zawód, o którym marzyła i który kocha wykonywać i dzieci też kochają, jak ona go wykonuje. Ileż ona dostaje laurek i liścików! I zawsze przyjmuje je ze wzruszeniem, które próbuje ukryć, zazwyczaj na próżno, bo oko dziecka widzi wszystko. Bo moja mama ma trochę z małej dziewczynki, jest tak samo delikatna i uśmiecha się czasem jak dziecko, wtedy, kiedy naprawdę się cieszy, albo gdy uda jej się załatwić jakąś szczególnie trudną sprawę.

Jak odnajduje się w tym świecie? Radzi sobie zupełnie dobrze i nawet spotyka miłych ludzi, którzy stają się jej przyjaciółmi, choć ona sama trzyma się trochę na uboczu, nie lubi się narzucać. Ma mnóstwo znajomych, ale jest troszkę zbyt nieufna, żeby stali się kimś więcej niż tylko znajomymi. Zamyka się w swoim światku i nie chce, żeby ktoś do niego wchodził - to Matka Natura dała i mnie w spadku.

Poza wszystkim jest sobą - moją mama, nauczycielką kuratorką, najbliższą przyjaciółką i najukochańszą kobietą, czasem nerwową modliszką, a potem łagodną, ciepłą babunią dla swojej już podstarzalej-malutkiej Malwinki i jak tu jej nie kochać? Mama, mamusia, mamusieńka, mamusieczka, mateczka, matuszka, matuchna, matuszeczka, po prostu ELKA!

Mamie


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »