Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 42-43, edycja elektroniczna Skierniewice, czerwiec-grudzień 2005
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Bogusia z Białej

Przekażcie sobie znak pokoju!

Święta Bożego Narodzenia to czas szczególny dla każdego z nas. W różnym wieku inaczej się je przeżywa. Charakter i urok tych świąt jest szczególny i każdy chciałby spędzać je z najbliższymi. Na pewno najbardziej radosne są święta zapamiętane z dzieciństwa. Ja do tej pory pamiętam zapach i smak świątecznych potraw, przygotowywanych przez moją mamę. Moim obowiązkiem było zawsze odstanie w wielogodzinnej kolejce i kupienie, śledzi i karpi.

Kiedy wyszłam za mąż, przeprowadziłam się w inny region Polski i w inną rzeczywistość świąteczną. Tradycyjną wieczerzę wigilijną corocznie przygotowywała mama Witka. Dania, które spożywaliśmy różniły się od tych, które były na stole wigilijnym w moim rodzinnym domu. Oprócz tradycyjnych potraw, czyli karpia smażonego i śledzi w różnych postaciach, w rodzinie Witka, a po ślubie z nim i mojej, jadało się groch z kapustą, kompot z suszonych owoców i smażone grzybki, zbierane własnoręcznie i suszone jesienią.

Znamienne jest to, że gdyby którąś z potraw wigilijnych przygotować w zwykły dzień, na pewno nie smakowałaby ona tak, jak w ten szczególny wieczór.

Najpiękniejsze Wigilie w domu Żółtowskich spędzaliśmy wtedy, kiedy Ania, Marcin i Michał byli małymi dziećmi. Dla nich największym przeżyciem było spotkanie ze świętym Mikołajem. W tę rolę wcielał się rokrocznie, dopóki pozostawał w kawalerskim stanie brat Witka ? Janusz. Pomagałam mu zawsze w charakteryzacji, a że czasy były trudne, i zaopatrzenie w sklepach dalekie od obecnego ? wychodził nam ten święty niezbyt miły dla oka. Widok tego, który miał obdarować nasze kilkuletnie dzieci czymś wspaniałym, często przyprawiał o palpitację serca, a nakazane modlitwy lub wierszyki recytowane były drżącym głosem. Pojawienie się świętego Mikołaja poprzedzone było zniknięciem wujka Januszka i informacją, że wujek poszedł do owczarni zobaczyć, czy owieczki zjadły paszę. Potem po rozdaniu prezentów, święty Mikołaj znikał, pojawiał się wujek i wysłuchiwał opowieści jaki to ten Mikołaj w tym roku był brzydki, jaki miał kożuch i brodę, jakie wierszyki nakazał mówić. I na dodatek kazał się przeżegnać. Ale prezenty zostawił wspaniałe, wyproszone. "Skąd on w ogóle wiedział, co bardzo chcieliśmy dostać w tym roku pod choinkę". ?No szkoda wujek, że ciebie nie było. Patrz, o tobie też nie zapomniał".

Wujek oczywiście żałował, rozpakowywał prezent, a na drugi rok inscenizacja powtarzała się od nowa. A potem wujek się ożenił i Mikołaj nigdy już nie pojawił się w cielesnej postaci. Owszem, przynosił prezenty, ale po prostu zostawiał je pod choinką, kiedy my w drugim pokoju spożywaliśmy wigilijną wieczerzę.

Najwspanialszym zwyczajem polskim jest zostawianie jednego nakrycia dla wędrowca. Któregoś roku rzeczywiście zbłąkani wędrowcy pojawili się w naszym domu ? Olgierd, syn cioci Danusi ze Szczecina i jego żona odwiedzili nas zupełnie niespodziewanie i w ten sposób spełniła się tradycja dodatkowego nakrycie dla niespodziewanego gościa. Oczywiście radości przy tym było co niemiara.

Choinka, jakżeby inaczej, musi być żywa i ubierana jest przez najmłodszych członków rodziny rankiem w dzień Wigilii. Sztuczne drzewko ubierane tydzień, a często i dwa tygodnie przed świętami, nie miałoby takiego wspaniałego uroku.

Po wieczerzy wigilijnej i rozpakowaniu prezentów wspólnie sprzątamy ze stołu, a potem wybieramy się na Pasterkę. Atmosfery tej nocnej mszy nie da się z niczym porównać. Szczególnie pamiętna była Pasterka w 1999 roku. Zaczynały się wtedy obchody roku jubileuszowego i z tej okazji złożyliśmy jako dar ornat do kościoła. Jest przepiękny, w złotym kolorze i na pewno długie, długie lata pozostanie w kościele parafialnym w Białej Starej.

Z racji wykonywanego zawodu przeżywam dodatkowo wigilię w szkole, w której uczę. Na pewno nie ma ona takiej rangi, jak ta rodzinna, ale też ma wiele uroku. Dzieci zadają sobie wiele trudu, aby pięknie przygotować tradycyjne jasełka bożonarodzeniowe, a nauczyciele sztuki w szczególny sposób przygotowują salę gimnastyczną na to niezwykłe wydarzenie.

Składamy sobie życzenia, dzielimy się opłatkiem, a mnie wzruszenie ściska za gardło, kiedy moi uczniowie, nieco fałszując, nawołują: "Przekażcie sobie znak pokoju, przekażcie sobie znak".

Niech więc we wszystkich naszych rodzinach zagości pokój i radość, a nowonarodzony Zbawiciel niech nam wszystkim błogosławi.

Życzę tego z całego serca wszystkim członkom i sympatykom Związku Rodu Żółtowskich.

Pozdrawiam serdecznie
Bogusia z Białej.


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »