Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 42-43, edycja elektroniczna Skierniewice, czerwiec-grudzień 2005
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Bogusia z Białej

Miasto Lwa

Herb Lwowa

Wycieczka do Lwowa, długo oczekiwana i zaplanowana, zapowiadała się wspaniale. Niestety, już na granicy dopadł mnie pech i prześladował niemal przez cały dzień. Zaczęło się od tego, że zagubiono mój paszport. Wyjaśnienie sprawy opóźniło w znacznym stopniu nasz wyjazd do pięknego miasta Lwowa. Zwiedzanie Lwowa w jeden dzień to niezbyt fortunny pomysł. Możemy powiedzieć, że byliśmy tam, ale czy udało się, chociaż w niewielkim stopniu, poczuć atmosferę tego miasta, miasta o niezwykle bogatej historii - w roku 2000 Lwów obchodził 750-lecie istnienia. Nasze zwiedzanie zaczyna się na zatłoczonych ulicach, gdzie przepisy ruchu drogowego respektowane są dowolnie.

Jedziemy Prospektem Swobody do placu św. Jura, na którym znajduje się katedra pod tym samym wezwaniem - najważniejsza świątynia unicka, siedziba metropolity grekokatolickiego. Położona jest na wyniosłym, z daleka widocznym wzgórzu i uważana za jeden z najdoskonalszych pomników sztuki epoki późnego baroku. Naprzeciw soboru znajdują się budynki po dawnym Klasztorze Sercanek, zwanym lwowskim Sacre' Coeur. Klasztor istniał w latach 1844-1944 i mieścił elitarne gimnazjum oraz internat dla dziewcząt. Obecnie budynek należy do politechniki.

Kierujemy się w stronę gmachu Głównego Dworca Kolejowego. Wybudowany na przełomie wieków /1899-1903/ jest wielkim osiągnięciem sztuki inżynieryjnej. Hala główna ma około 150 metrów długości. Na głównym frontonie widniał napis Lviv Semper Fidelis. Obecnie można przeczytać tylko Lviv. Nad wejściem do odnowionego budynku widnieją alegoryczne rzeźby handlu i przemysłu. Koleją jeździli mieszkańcy Lwowa i Krakowa na przedstawienia teatralne.

Z dworca widać wieże neogotyckiej świątyni św. Elżbiety. Wkrótce docieramy w jej pobliże, mijając dom, w którym mieszkał Jan Parandowski. Kościół św. Elżbiety wybudowano w latach 1903-1911, a patronkę wybrano nie przypadkiem. Uczczono w ten sposób tragiczną śmierć z ręki szaleńca pięknej cesarzowej Elżbiety - małżonki Franciszka Józefa, zwanej popularnie Sisi.

Jedziemy ulicą Horodecką - w Gródku /Horodok/ zmarł król Władysław Jagiełło, mijamy ul. Chocimską, a przy niej 9. Gimnazjum we Lwowie, absolwentem którego jest Kazimierz Górski. Z okien autobusu widoczne jest najwyższe wzniesienie w mieście - Wysoki Zamek. Lwów, podobnie jak Rzym, położony jest na siedmiu wzgórzach. Mijamy monumentalny gmach Politechniki Lwowskiej. Historia tej uczelni sięga roku 1844, ukończyli ją m.in. generałowie Sikorski i Sosnkowski. Aula politechniki zdobiona jest cyklem jedenastu obrazów Jana Matejki, przedstawiających najważniejsze momenty cywilizacji. Przejeżdżamy obok pałacu Sapiehów, dalej gmach instytucji, świadczącej o wielkim znaczeniu Lwowa jako ośrodka kultury i nauki polskiej. Chodzi oczywiście o Ossolineum - Zakład Narodowy im. Ossolińskich /od nazwiska fundatora / - bibliotekę o szerokim zakresie działalności naukowo-wydawniczej, założoną we Lwowie w 1817 roku. Kontynuatorką bogatej tradycji biblioteki jest działająca obecnie we Wrocławiu Biblioteka Zakładu Narodowego Ossolińskich. Jednym z budowniczych lwowskiej biblioteki był młody pułkownik inżynier Józef Bem, który 30 lat później miał poruszyć całą monarchię habsburską jako genialny wódz doby Wiosny Ludów.

Jedziemy dawną ulicą Akademicką - współcześnie prospekt Szewczenki. Na XIX-wiecznych rycinach obecnego prospektu zobaczyć można płynącą rzeczkę Pełtew. Płynie ona tam do dziś, lecz już pod powierzchnią ulicy, w kanałach. W roku 1886 rzeczka została zasklepiona, a powstały bulwar zadrzewiono i obsadzono kwiatami. Ulica Akademicka była centralnym salonem XIX-wiecznego Lwowa. Tutaj znajdował się dworek Fredrów i od roku 1956 pomnik Aleksandra Fredry. Tutaj też w oryginalnej kamienicy mieściła się kawiarnia "Szkocka", która przeszła do historii jako ulubione miejsce spotkań i dyskusji lwowskich akademików, a szczególnie matematyków /wśród nich Stefana Banacha/. Teorie i wzory matematyczne były zapisywane przez uczonych wprost na stolikach lub serwetkach. Zapobiegliwy właściciel lokalu zebrał te drogocenne zapiski i powstała "Księga Szkocka" - zbiór otwierał wpis Stefana Banacha z sierpnia 1935 roku.

Przejeżdżamy obok kościoła i klasztoru Bernardynów, wybudowanego w XV wieku - wspomniany został na kartach Sienkiewiczowskiego "Ogniem i mieczem". Mijamy domy, w których mieszkali Kornel Makuszyński i Leopold Staff. Wjeżdżamy w dzielnicę Łyczaków - najbardziej lwowską z lwowskich ulic i kwartałów. Z tą dzielnicą i ulicą Łyczakowską związane jest powstanie wielu piosenek, z których przebija wielka miłość do miasta. Niektóre opowiadają o autentycznych ludziach: żołnierzach, sportowcach, policjantach, którzy zasłużyli jakoś na sławę lwowskiej ulicy - inne opisują anonimowe miłości, ludzkie porażki lub zwykłą codzienność. Jedna z najbardziej znanych to "Bal u weteranów". A oto próbka ulicznego folkloru np. "Piosenka o teściowej":

Łyczakowska mama
to teściowa złota.
Plecy ma jak brama,
gębę ma jak wrota.

Na ulicy Łyczakowskiej mieszkał Jerzy Janicki, autor scenariuszy do seriali "Dom" i "Polskie drogi". Dalej dom, w którym urodził się Zbigniew Herbert i klasztor Franciszkanów, gdzie odbywał nowicjat Maksymilian Kolbe. Przed wojną we Lwowie było 30 kościołów rzymskokatolickich.

Cmentarz Łyczakowski
Cmentarz Łyczakowski

Po długiej wędrówce możemy zobaczyć jedno z najistotniejszych miejsc każdego miasta, gdzie można poczuć i wręcz dotknąć przeszłości. Chodzi tu o cmentarze miejskie, a tym razem o nekropolię na Łyczakowie, miejscu ostatecznego spoczynku mieszkańców Lwowa - tych wielkich i tych maluczkich. Cmentarz, mimo obecności mogił innych niż polskie, jest jednak jednym z najstarszych cmentarzy polskich. Założony został w 1786 roku.

Odnajdujemy tutaj groby zasłużonych Polaków - Gabriela Zapolska, autorka ponadczasowej "Moralności pani Dulskiej", Władysław Bełza - "Katechizm polskiego dziecka", Maria Konopnicka - poetka i pisarka, której nieobca była ciężka dola i która umiała przelać na papier całą głębię ludzkiej nędzy i niedoli, matematyk Stefan Banach i malarz Artur Grottger - "piewca powstania styczniowego", Stefan Goszczyński - patriota, uczestnik powstania listopadowego Karol Szajnocha, kustosz Biblioteki im. Ossolińskich i Julian Konstanty Ordon - uczestnik powstania listopadowego, komendant reduty na Woli w 1831 roku, "uśmiercony" przez Adama Mickiewicza w poemacie "Reduta Ordona".

Nasza kochana młodzież
Nasza kochana młodzież

Dalej kwatery, gdzie spoczywają polegli podczas licznych zawirowań historii: insurekcji kościuszkowskiej, wojen napoleońskich, powstania listopadowego i powstania styczniowego. I wreszcie Cmentarz Obrońców Lwowa, zwany Cmentarzem Orląt Lwowskich - to miejsce spoczynku tych wszystkich młodych Polaków, którzy chwyciwszy za broń, zginęli w obronie tego, co mieli najcenniejszego - własnego domu, polskiego Lwowa. W latach 1918-1920 walczyli z Ukraińcami, którzy bronili także swojego, ukraińskiego Lwowa. Wygrać z Polakami nie mogli. Historia cmentarza to temat na całkiem spore opracowanie. Wspomnieć jedynie należy, że kiedy Lwów znalazł się w obrębie Związku Radzieckiego, rozpoczął się systematyczny proces niszczenia cmentarza. Zamieniono go w miejskie wysypisko śmieci, spychaczami próbowano zrównać z ziemią. Dopiero rok 1989 przyniósł nadzieję na odbudowę cmentarza; spory o napis na płycie głównej trwały do 2005 roku. Na Łuku Chwały odczytać można "Martui sunt, ut liberi vivamus" /Polegli, abyśmy żyli wolnymi/. Cmentarz Orląt to jedno z tych miejsc, gdzie polskość w postaci głębokiego wzruszenia napływa każdemu rodakowi do gardła i trzyma przez długi czas. W ciszy i skupieniu opuszczamy cmentarz.

Wzdłuż Wałów Gubernatorskich zbliżamy się do Starego Miasta. Na placu Katedralnym odwiedzamy rzymskokatolicką katedrę pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Katedra jest jednym z najstarszych gotyckich zabytków Lwowa, zachowanych do dziś. Liczne kaplice, bogato zdobione, obraz w ołtarzu głównym ma 407 lat, przed nim składał śluby król Jan Kazimierz w czasie potopu szwedzkiego, w kaplicy Najświętszego Sakramentu został ochrzczony Stanisław Leszczyński - późniejszy król polski. Po wyjściu z katedry podziwiamy perełkę architektury Lwowa - kaplicę Boimów.

Zwiedzanie miasta kończymy na placu Mickiewicza, pośrodku którego stoi pomnik wieszcza. Wszyscy turyści stawiają sobie za punkt honoru z nim się sfotografować. Jest to w pewnym stopniu utrudnienie, bo 21-metrowa kolumna nie mieści się w kadrze. Nieopodal pomnik barda Ukrainy Tarasa Szewczenki. Jak nakazuje lwowska tradycja, pod Tarasem najchętniej fotografują się maturzyści, pod Adasiem - nowożeńcy.

Nasze zwiedzanie dobiega końca. Idziemy w stronę restauracji, w której będziemy jeść obiad. Jeszcze tylko apteka "Pod złotą gwiazdą", gdzie mieszkał i konstruował swoją lampę naftową Ignacy Łukaszewicz, bryła gmachu Teatru Opery i Baletu - niestety nie dane nam było zwiedzić wnętrza i podziwiać chociażby wspaniałą kurtynę - dzieło Henryka Siemiradzkiego.

Po obiedzie czas wolny na wydanie zakupionych na granicy hrywien i wracamy. Po długim oczekiwaniu na odprawę ruszamy w stronę Zamościa i późną nocą meldujemy się w hotelu.

To było moje pierwsze spotkanie ze Lwowem, w dodatku z niesłychanym, powalającym bólem głowy /z którego wyleczyła mnie Zosia z Ogrodowej, za co jej serdecznie dziękuję/, proszę więc o wybaczenie bywalców i znawców Lwowa, jeżeli w mojej relacji odnajdą nieścisłości. Tekst powstał na podstawie zapisków sporządzonych na gorąco, "na kolanie" podczas zwiedzania miasta i na podstawie tego, co mówiła pani przewodnik.


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »