Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 40-41, edycja elektroniczna Skierniewice, maj 2005
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Marek z Poznania

"Chociaż łzy już prawie wyschły, serce ciągle płacze..."

Zaprawdę, ma powód...

Wieczór 2 kwietnia 2005 roku przygniótł wszystkich kamieniem ogromnym.

Cóż z tego, że rozum mówi, że przecież tak się musiało stać, że wszystko na to wskazywało, że to być może już wkrótce...

A myśmy myśleli..., a myśmy się spodziewali... Bardziej myśleliśmy sercem, niż chłodnym rozumem...

Stało się. Odszedł do Pana z ziemskiego życia Nasz Ojciec Święty. Odszedł tam, gdzie jest mieszkań wiele. A skoro są mieszkania, to i okien nie brakuje. Stoi zatem w oknie niebieskim i na nas patrzy... Patrzy i uśmiecha się dobrotliwie do nas...

Dodaje nam otuchy - "...nie lękajcie się..." A ta otucha jest nam bardzo potrzebna, bo też i o wiele możemy się lękać...

Po tym Dniu nastał szczególny czas rekolekcji narodowych, czas głębokich przemyśleń, czas obrachunku z rzeczywistością. Czas rachunku sumienia.

I trwożna myśl - na jak długo starczy nam pokory, ile dni potrwa to wyciszenie, kiedy i komu zacznie ta cisza przeszkadzać...? Ile trzeba czasu, by niejednym zaczęły doskwierać te rekolekcje, gdy innych zacznie uwierać narodowa jedność i zgoda, gdy tu i tam zalęgnie się obawa, że a nuż to dobro w ludziach się utrwali i stanie się zwyczajem powszechnym?

Tego, właśnie tego należy się bać, że ta jedność będzie przeszkadzać... Od lat przecież obowiązywało "...dziel i rządź..." A tu nagle taki kłopot...

A dobro ma z czego wyrastać, ma na czym wzrastać! Nasz Ojciec pozostawił nam tyle ważnych słów, myśli, tyle lat nas nauczał, tyle nam tłumaczył, z taką miłością pokazywał drogę, z takim ciepłem dodawał odwagi, a nigdy nie karcił, nigdy nie potępiał!

Własnym przykładem pokazał, komu warto zaufać i komu warto oddać się bez reszty w niewolę...

Czy my, Polacy, dorośliśmy do tych słów, czy już umiemy wybierać między "być" i "mieć"? Czy to, co potrafimy zaczerpnąć z tego źródła, potrafimy również zastosować w życiu, a zwłaszcza wobec siebie samych?

Czy zaczniemy usuwać belki z własnych oczu? Czy wreszcie będzie najważniejsze dobro wspólne i dobro innych - zwłaszcza tych najsłabszych - a nie tylko własne interesy i korzyści?

Pytania natarczywe, zadziorne, natrętne... Ojciec Święty powiedziałby - "otwórzcie drzwi Chrystusowi"! Powiedziałby - "...człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa..." On odszedł...

Ale tylko On potrafił odejść - zostając wśród nas...

Odszedł - ale w swojej miłości do nas nie odszedł nagle - w kilkudniowym milczeniu przytulał nas do swego serca i przyzwyczajał nas..., powoli odchodził, podpierając się laską na tatrzańskich halach... i do gór się uśmiechał... do ukochanych...

Odszedł - abyśmy mając w Nim oparcie, poczuli się zobowiązani do podjęcia tej ogromnej, jakże wspaniałej spuścizny... Odszedł - abyśmy sobie uświadomili, że to jest nasze zadanie, że to wyzwanie czasów, z którym musimy się zmierzyć...

Bo otrzymaliśmy Dar - najpierw Naszego Papieża i wszystkie cudowne lata z Nim przeżyte. Teraz Dar drugi - wszystko to, co On nam po sobie zostawił.

Mamy jednak wątpliwości - mówimy sobie, że jesteśmy tylko słabymi ludźmi - czy podołamy temu trudowi, czy jesteśmy na tyle silni, by udźwignąć to zadanie?

Musimy spróbować - a to już brzmi jak ziaren kiełkowanie... już w sercach cieplej, a w cieple ziarno lepiej kiełkuje... Nowe wzejdzie, gdy starsze zasiane... obumrze...

Powiedział nam "...miłość z ziemi wyrośnie..."

Pamiętajmy o naszych ojcach, przodkach naszych. Nasz Ojciec zawsze mówił o tożsamości i o pamięci... Przecież z tych obumarłych ziaren wyrośliśmy. Ich wiara - naszą wiarą, Ich polskość - naszą polskością, Ich miłość Boga i Ojczyzny - naszą jest!

Mamy nawet na sztandarach i w hymnach "...Bo w sercach naszych - Bóg - Honor - Ojczyzna".

Na zawsze będą klejnotem wspaniałym... Nasza tożsamość, nasze "tu i teraz", ale i nasze "kiedyś", nasze korzenie wyrosłe w tą ziemię, zroszoną krwią, naznaczoną krzyżami, umiłowaną, naszą - bo polską...

Nie trzeba bać się takich słów, a gdy nawet łza się potoczy, a szczera... - to w szczere złoto się przerodzi... Wkrótce znów wzejdzie słońce - trzeba odważnie otrzymane słowa wcielać w życie, a w Naszym Ojcu wsparcia szukać, w Jego księgi się wczytywać, wypowiedziane słowa sercem chłonąć, a ze wszystkiego, jak ze źródła czerpać...

Był wśród nas Człowiek Dobry.

Tak Dobry, że świat się zdumiał. Zdumiał się, na chwilę przystanął, na chwilę stał się lepszy...

Ta chwila wystarczy - ziarno już kiełkuje... Ta wiara wyzwala nadzieję na lepszy świat, na lepsze jutro, na lepszych ludzi wokół, na to wreszcie, że się sami lepszymi staniemy.

Jaki będzie świat - nie wiemy. Nic już jednak nie będzie takie samo, wszystko od teraz nabrało innego znaczenia, nowego wymiaru...

To były Wielkie Rekolekcje. Jeszcze nie bardzo sobie uświadamiamy ich znaczenia, ich zakresu... Ziarno kiełkuje... Plon dojrzeje... Może nie wszystkim dane będzie doczekać...

Dzisiaj trzeba podjąć przerwane z początkiem kwietnia sprawy, które wobec tych wydarzeń były daleko mniej ważne... Życie toczy się dalej. Musimy robić wszystko, by teraz było lepsze, wspanialsze. Był Ktoś, kto nam powiedział "...musicie od siebie wymagać, choćby inni od was nie wymagali..." Wymagajmy więc od siebie...

Nasz Ojciec nie oczekiwał od nas nic dla siebie, chciał tylko, byśmy przy Nim byli, a zwłaszcza radowała Go obecność młodych "...szukałem was, a wy przyszliście do mnie..."

I jeszcze jedna wielka Jego prośba - "...po śmierci proszę o Msze Święte i modlitwy..." O tym nigdy nie możemy zapomnieć. Jesteśmy Mu to winni... To nasz Przyjaciel. Na zawsze...

A On stoi w oknie i nam błogosławi...

Marek z Poznania w kwietniu 2005


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »