|
|
Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik | |
| Nr 36-37, edycja elektroniczna | Skierniewice, styczeń-czerwiec 2004 | |
| « Poprzednia strona | Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru | Następna strona » |
Stefan Żółtowski, Chleb i Wino, posłowie Artur Żywiołek, FP Nonparel,
Częstochowa 2003, 66 s., fot. autora.
Od Autora:
Urodziłem się w 1937 r. w Zbiegnie koło Brodnicy.
We wrześniu 2002 r. minęło ćwierćwiecze mojego debiutu poetyckiego.
Wiersze publikuję m.in. w prasie krajowej i zagranicznej, w radiu, w zbiorczych wydawnictwach książkowych: almanachy, antologie oraz w zbiorach autorskich Wysłuchanie ciszy (1980), Oswajanie Krajobrazu (1985), Duet (1994, - wspólnie z Władysławem Szymą, Jutro będzie pogoda (1996), Bez i kamień (1998), Ave Maryja (1998), Galeon wyobraźni (2001), Zodiak poetycki (2002).
Nowe wiersze zamieszczam w pismach katolickich: "Jasna Góra", "Niedziela", "Obserwator", "Ziemia Rodzinna", "Zwycięstwo Niepokalanej" i innych.
Z posłowia: Artur Żywiołek, Wobec niewyrażalnego - O religijnej poezji Stefana Żółtowskiego:
.... Tematyka wierszy z tomu Chleb i wino wyraźnie łączy się z rytmem i porządkiem katolickiego roku liturgicznego. Znajdujemy więc teksty związane z misterium Wcielenia takie jak: Kolęda, Sanktus, Wiara, przejmujące nastrojem lamentacji wiersze o tajemnicy Krzyża i radości Zmartwychwstania (Rezurekcja, Triduum). Są liczne wiersze maryjne ukazujące Matkę Bożą "wszystkich polskich miesięcy trwogi i nadziei"...
T. Pusiarski, S. Z.
M. Zdrojewski, Aptekarze w Golgocie
Wschodu, wstęp ks. Z. A. J. Peszkowski, Pelplin 2002, 432 s., il., mapy,
tabl.
Autorzy podają rys historyczny rozwoju farmacji i aptek w Polsce, kształtowanie
prawa, metody kształcenia itp. Ważna rola społeczna farmaceutów polskich była
przedmiotem destrukcyjnych działań zaborców i okupantów. W oparciu o listę
farmaceutów i aptek w Polsce w 1939 r. (Franciszek Herod, Kalendarz Farmaceutyczny na rok 1939, Warszawa 1939) przedstawiono losy 6693 osób
w latach II wojny światowej. Ofiarą zbrodni wojennych padło ok. 25%
wykwalifikowanych kadr -z tego 1/10 z rak niemieckich, 9/10 - sowieckich,
i uległ zniszczeniu ich osobisty majątek.
Wśród wymienionych farmaceutów występują m. in.: Emil Szymon Żółtowski
z Lublina (rodem z Płocka, syn Emila Juliusza), Wacław Żółtowski z Ostroga
nad Horyniem (syn Władysława z okolic Pińska, brat Jana (Iwana) architekta
w Moskwie), Helena z Żółtowskich (córka Edmunda z Sokolnik) i Bolesław
Rymgayłłowie z Zamościa.
Pamiętnik Farmaceutyczny Wileński - Memoires
Pharmaceutiques, wyd. Akademia Medyczna w Lublinie, Wydział
Farmaceutyczny, Lublin 1997.
Wydawnictwo kontynuuje tradycje Pamiętnika Farmaceutycznego Wileńskiego
wychodzącego w Wilnie w l. 1820-1822 - pierwszego polskiego pisma
farmaceutycznego o szerszym zasięgu. Poświęcone jest historii farmacji,
oświaty, samorządu itp.
Publikacje o ludziach z kręgu rodziny Żółtowskich:
A. Wróbel, E. Obel, A.
Kostankiewicz, B. Holly, Apteka przy Krakowskim Przedmieściu 3 w Lublinie -
ostatnia własność Emila Żółtowskiego, Nr 1/1997 s. 97-145. il.; Apteka
należała od r. 1926 do E. Ż. (1885-1951) uprzednio właściciela apteki w Płocku.
W 1945 E. Ż. był więziony, w 1951 aptekę upaństwowiono.
A. Wróbel, M. Herbet, Rymgayłłowie - aptekarski ród z tradycjami
na Lubelszczyźnie, Nr 1/99 s. 69-111, il.; Bolesław Rymagayłło (1887-1980)
pochodził z podlaskiej rodziny ziemiańskiej. Mgr farmacji UW 1923. Pracę
zawodową rozpoczął w 1917 w aptece Władysława Żółtowskiego w Warszawie. Tam
poznał przyszła swą żonę, Helenę Teodozję Żołtowską (1892-1957) córkę Emunda Ż., właściciela Sokolnik k. Płocka. Mgr farmacji UW 1921. Po ślubie w 1920
prowadzili wspólnie apteki w Mińsku Mazowieckim (1928-1933), Sobieniach
Jeziorach (1933-1939), Zamościu (1939-1951). W czasie okupacji zaopatrywali
w środki medyczne oddziały partyzanckie, prowadzili akcje wysyłania paczek
dla więźniów, świadczyli pomoc uciekinierom. W 1951, gdy apteka została
upaństwowiona, przeszli do pracy w aptekach państwowych. Ich syn Zdzisław (ur.
1923) także mgr farmacji AM w Lublinie 1951, kierował aptekami w Lublinie
i Kraśniku. Jego dwie córki wybrały zawód lekarza.
I. Ihnatowicz, A.
Biernat, Vademecum do badań nad historią XIX i
XX wieku. Wydanie drugie poprawione i uzupełnione, Wydawnictwo PWN
Warszawa 2003, 676 s.
Pierwsze wydanie (1967-1971) uznane zostało za nowatorskie narzędzie pomocnicze
do badań dziejów XIX - XX w. Wydanie obecne, zachowując zasadniczy zakres
chronologiczny (do końca II wojny), przyniosło weryfikację i rozszerzenie wielu
działów i aktualizację bibliografii. Ważniejsze rozdziały: miary czasu,
długości, powierzchni itp., pieniądze, biblioteki i archiwa polskie
i zagraniczne, muzea, spisy zbiorów praw, spisy miejscowości, władze państwowe
kilkudziesięciu krajów, władze kościelne wielu wyznań.
W dziale Polska m.in.: Księstwo Warszawskie 1807-1815 - obsady personalne Rady
Stanu, Komisji Rządzącej, Senatu, Sejmu, władze departamentowe, Wolne Miasto
Kraków 1815-1816 - obsada Senatu; Powstanie listopadowe 1830-1831 - obsada
władz, komisji rządowych, senatu, sejmu; Powstanie Styczniowe 1863-1864 -
obsada Komitetu Centralnego Narodowego, rządów tymczasowych na Litwie
i Białorusi; Rzeczpospolita Polska - 1917-1945 - Rada Regencyjna, kolejne
rządy, Sejm, Senat, Sejm Śląski, władze Litwy Środkowej, wojewodowie, Rząd RP
na Obczyźnie, Delegatura Rządu na Kraj, Rada Narodowa RP; kierownictwo ZWZ-AK,
GL i AL i wiele innych.
Roman Aftanazy, Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej,
wydanie drugie przejrzane i uzupełnione. Ossolineum Wrocław, 11 t.
1991-1997.
Pierwsze wydanie pt. Materiały do dziejów rezydencji, ze względów
cenzuralnych pod enigmatycznym tytułem, wyszło w 1986-91 w nakładzie 200-1000
egz.
Aby poznać dzieje przygotowań i peregrynacji tego dzieła, trzeba sięgnąć do
przedmowy 2. wydania autorstwa Stanisława Mossakowskiego:
...Wiadomości o pracy Romana Aftanazego i zbieranej przez niego
dokumentacji od dawna krążyły w środowisku historyków sztuki, tym bardziej
że niektórzy z kolegów korzystali w swych studiach z materiałów użyczanych
przez legendarnego Kustosza Ossolineum. Równocześnie mówili o nim liczni krewni
i przyjaciele, którym przychodziło odpowiadać na drobiazgowe kwerendy.
O wartości dzieła Aftanazego przekonałem się jednak naocznie dopiero w roku
1984... Konieczność wydania tego nieocenionego materiału wydawała się
oczywista. Jednakże wstępne rozmowy przeprowadzone natychmiast z kilkoma
warszawskimi wydawnictwami nie przyniosły pozytywnego rezultatu, zbyt silnie
działała jeszcze autocenzura. Pozostało zatem zostać samemu wydawcą. Instytut
nie miał jednak po temu dostatecznych funduszy. Problem rozwiązała kolejna
wizyta w Warszawie znanego historyka sztuki i wybitnego polskiego antykwariusza
zamieszkałego w Londynie, doktora Andrzeja Ciechanowieckiego. Natychmiast
postanowił sfinansować wydanie całości dzieła i jemu zawdzięczamy realizację
ówczesnego przedsięwzięcia.
...Skromna edycja pierwsza doczekała się licznych pochlebnych recenzji, druga
spotka się zapewne z równie żywym odzewem Czytelników i wysoką oceną badaczy.
Bo też niepoślednia jest waga tego dzieła dla całej rodziny nauk historycznych.
Dokumentacja kultury artystycznej tak jeszcze niedawno świetnej społeczności,
która odeszła w bezpowrotną przeszłość, to ważny krok na drodze wzbogacenia
zbiorowej pamięci narodu. Ukazując obraz siedzib ziemiańskich na terenie sporej
części wielonarodowego państwa, omawiając pokrewieństwa właścicieli, częste
migracje rodzin, dociera Autor do samej istoty struktury dawnej
Rzeczypospolitej - Państwa zdecentralizowanego, gdzie władza skupiała się nie w miastach, a na wsiach, a zarazem kraju niepozbawionego swoistej spoistości nie tylko kulturowej, którą utrzymywała tkanka powiązań rodzinnych,
wielkich i małych sąsiedztw, nieustanna wymiana wartości i informacji podczas
spotkań na uroczystościach religijnych, sesjach sądów, w kancelariach grodzkich
i na sejmikach. W tym pulsującym życiu prowincji, integrującym całość państwa,
zasadniczą rolę odgrywały właśnie rezydencje wiejskie...
Historia rezydencji toczy się dalej. Mówi o tym Autor w wywiadzie w udzielonym
w 2003 r. Januszowi Miliszkiewiczowi ("Rzeczpospolita" 4-5 stycznia 2003 r.
s. A 11):
Janusz Miliszkiewicz: Ostatni tom drugiego wydania Dziejów rezydencji ukazał się w 1997 roku. Czy od tamtego czasu historia dopisała jakieś nowe wątki do pana pracy?
Roman Aftanazy: Są to przede wszystkim przypadki całkowitej zmiany nastawienia
miejscowej ludności do rodzin dawnych dziedziców. Chciałbym zacząć od Mołodowa,
rezydencji Skirmuntów. Ich losy byty szczególnie tragiczne. Tamtejszy dwór
uważam za najpiękniejszą rezydencję, jaka kiedykolwiek w Polsce istniała.
Mołodów znałem z częstych wizyt.
Mołodów był, zdaje się, wsią bardzo skomunizowaną?
Tak, i kiedy weszli bolszewicy, zawiązał się Komitet Robotniczy, który zażądał
od Skirmuntów wydania broni. Mieli tylko broń myśliwską i ją oddali. Jednak
Skirmuntowie nie wiedzieli o tym, że kilka dni wcześniej nocował
w gospodarstwie oddział policji, który zamelinował swoją broń. Bolszewicy
zrobili rewizję, znaleźli ją i wobec tego aresztowali pana Henryka i pannę
Marię. Skirmuntowie mieli być sądzeni za to, że chcieli użyć broni przeciwko
miejscowym Białorusom... Zemsta była okrutna. Pannę Marię i pana Henryka
podobno przed pałacem torturowano, odzierano ze skóry i żywych jeszcze potem
zakopano w lesie... Podobny los spotkał pana Romana Skirmunta z sąsiedniego
Porzecza. On był chłopomanem, chłopi bardzo go lubili, więc po wkroczeniu
bolszewików nie chciał uciekać. Ale jeden chłop, który miał z nim na pieńku,
spowodował "sąd ludowy" i pana Romana Skirmunta oraz jego szwagra Bolesława
zastrzelono. Natomiast jego siostrę panią Helenę (żonę Bolesława), chłopi
przechowali u siebie aż do przyjścia Niemców. To ona pochowała kuzynów
z Mołodowa i swego męża.
Teraz młodzi historycy białoruscy z Pińska, z własnej inicjatywy,
na mogiłach Skirmuntów postawili krzyże z żeliwnych rur z napisem: "Na wyżynach
myśli i uczuć tam był ich dom, Skirmunty. Wieczne odpoczywanie racz im dać
Panie. Mordercom okaż miłosierdzie". Przypuszczam, że może ci mordercy jeszcze
żyją, jeśli byli młodzi w 1939 roku. Jeśli nie, to żyją ich dzieci. Podziwiam,
że tych napisów nie zniszczono! Tak wygląda finis Mołodowa, gdzie właściwie
tylko parę drzew zostało w parku i kaplica, na której murach rosną
drzewa...
...Zamożni Polacy chętnie budują dwory, ale czy dziś można wskrzesić dwór?
Bo dwór to nie tylko architektura, ale przede wszystkim gospodarstwo, obyczaje,
pewien etos.
Ma pan rację, dwory funkcjonowały jako pewna całość, przede wszystkim
gospodarcza. Pewien malarz koni kupił dwór pod Warszawą i mieszka w nim, ale tak naprawdę to już nie jest dwór, lecz tylko budynek mieszkalny. Podziwiam
Marka Karpia, który kupił i odremontował dwór w Ludwinowie koło Białej
Podlaskiej. Jest tam dom odpowiednio urządzony zgodnie z tradycją, jest park
pięknie zadbany. Ich utrzymanie wymaga wielkich pieniędzy i dlatego obok dworu,
jak kiedyś, jest gospodarstwo rolne z ziemią uprawną i zwierzętami
hodowlanymi.
Jak żyć w historycznym dworze? Ilekroć widzę w nim salon telewizyjny, czuję
jakiś dysonans.
Nowoczesność nie wyklucza symbiozy z tradycją. Nie szkodzi, że telewizor będzie
stał w zabytkowym wnętrzu. Gdyby teraz w zachowanych dworach mieszkali
bezprawnie wydziedziczeni właściciele, też mieliby salony telewizyjne.
Ziemianie, gdyby trwali do dziś, byliby inni.
...Jak pan myśli, co dominuje we wnętrzach rezydencji dzisiejszych
Polaków?
Nie mam pojęcia!
Najczęściej na pierwszym planie jest barek i wielka, wygodna
kanapa...
Na fotelach w stylu np. Ludwika XV, Ludwika XVI czy innych stylowych długo
nie da się wysiedzieć. Wiem to z własnego doświadczenia. Wygodna kanapa może
być praktyczna. Myślę, że barek zawędrowałby także do tych tradycyjnych dworów,
gdyby jeszcze istniały.
Na stronach Dziejów... wśród półtora tysiąca rezydencji znajdujemy
ślady obecności członków rodziny Żółtowskich z gałęzi wielkopolskiej,
wynikające z zawieranych związków małżeńskich, np. Balwierzyszki,
d. woj. Trockie, wł. 1874-1918 Maria z Wodzińskich i Edward Żółtowski,
Rajcza, d. woj. nowogr. wł. 1910-1939 Janina z Puttkamerów i Adam
Żółtowski, Rózanka, d. woj. brzesko-lit., wł 1909-1939 Maria
z Zamoyskich i Józef Żółtowski.
Z innej, mniej znanej gałęzi Ż. pochodziła Maria Żółtowska (1870-1933?), która
ok. 1890 wyszła za Zygmunta Skirmunta jun. (1863-1926) z linii mołodowskiej,
właściciela Albrechtowa w d. woj. brzesko-lit., k. Pińska. Maria Żółtowska była
córką Władysława i Jadwigi z Sawickich, prawdopodobnie właścicieli nieiwielkiej
posiadłości Brodcza na Zarzeczu w pobliżu Pińska. Braćmi Marii byli: Jan (Iwan)
(1867-1959), znany architekt radziecki i Wacław, farmaceuta w Ostrogu nad
Horyniem (występuje w latach 1895-1939). Po śmierci Zygmunta i Marii Skirmuntów
właścicielem Albrechtowa do 1939 był ich syn Bohdan (1808-po 1940?).
Janina z Puttkamerów Żółtowska,
Dziennik. Fragmenty Wielkopolskie 1919-1933,
wybór, opracowanie i wstęp Barbara Lasocka, Biblioteka "Kroniki Wielkopolskiej"
Wydawnictwo WBPiCAK Poznań 2003, 438 s., il., indeks osób, tabl.
genealogiczne.
O Autorce:
Urodzona 9 VII 1889 w Wilnie, córka Wawrzyńca, ziemianina, polityka, patrioty
polskiego, i Zofii z Kieniewiczów. Otrzymała staranne wykształcenie, miała
ambicje literackie. W 1905-1935 pisała Dziennik. 1910 wyszła za prof.
Adama Żółtowskiego (1881-1958) filozofa i polityka. Zmarła 8 II 1968
w Londynie.
Część Dzienników (za lata 1905-1910) wydała w Londynie pt. Inne
czasy, inni ludzie, 1959. Obecne wydanie obejmuje lata 1919-1933 w wyborze
zagadnień dotyczących Wielkopolski - stanowiącym ok. 5-6% całości tekstów
dotyczących tych lat.
W Kwartalniku Związku Rodu Żółtowskich publikowano materiały biograficzne
i fragmenty dzienników - nr 4-5, 6-8,
28-29.
Z wstępu Barbary Lasockiej:
...Dziennik jest relacją autentyczną. Jedynie pierwsze tomy były próbą
porządkowania życia według schematów literackich, zapisem "życia i wyobraźni"
młodej dziewczyny. Od czasu narzeczeństwa z Adamem Żółtowskim opisy wydarzeń
i ludzi stają się wręcz werystycznie dokładne, pozbawione jakiejkolwiek
stylizacji. Autorka nie hołdowała przesadnej dyskrecji, nie tuszowała zawiłości
charakterów, uczuciowych powikłań i rozdźwięków wśród rodziny i znajomych. Pole
jej obserwacji było rozlegle, miała imponująco szeroki krąg znajomych.
W dzienniku pisała o setkach osób, z którymi łączyły ją pobieżne, zdawkowe
relacje, lub z którymi wchodziła w głębsze, przyjacielskie związki.
Budzi podziw wytrwałość, z jaką spisane zostały tysiące stron dziennika.
Na jego kartach autorka wielokrotnie ujawniała swoją motywację - chciała
utrwalić pamięć o ludziach, o których będzie wkrótce głuszej, niż o drzewach
po wyciętym lesie, zamierzała być świadkiem i kronikarzem apologetą swojego
świata, była także jego ideologiem. Jednakże między "intencją a enuncjacją"
zaszła rozbieżność, którą trafnie uchwycił Konstanty Jeleński, pisząc o wydanym
w Londynie tomie wspomnień: "Ciocia Jania była rzadką dziś, prawdziwa
reakcjonistką, za grzech pierworodny ludzkości uważała rewolucję francuską,
teoretycznie była więc bliska Sienkiewiczowi i Weyssenhoffowi. Cóż, kiedy była
dobrym obserwatorem, rzetelnym pisarzem. Solidarna ze swą klasą, w której
widziała Okopy Świętej Trójcy, opisała ją tak bezlitośnie [...], reakcyjne
przekonania nie osłabiły jej realistycznej relacji, [...] pogrążała przez swój
realizm swoje środowisko".
Krytycyzm w ukazywaniu ludzkiej małości, ambicji, zazdrości, rywalizacji
w wyścigu po bogactwa, zaszczyty i władzę bywał nieraz nadmierny, zbyt często
też pojawiały się ironiczne, deprecjonujące ludzi epitety. Lecz obok tego
w dzienniku pojawiają się liczne świadectwa patriotyzmu, zalet charakterów,
poświęcenia, wysokiej kultury, niefrasobliwej bezinteresowności.
Cały dziennik jest doskonałym materiałem dla psychologa jako autoanaliza,
świadectwo kształtowania się i rozwoju osobowości. Jest także cennym źródłem do
historii Kresów Wschodnich, Warszawy, Poznania i Wielkopolski: wzbogaca
faktografię, wnosi nowe szczegóły do wiedzy o wydarzeniach już zbadanych.
Zawiera wiele dokumentalnych opisów dziś już nieistniejących dworów, ich wnętrz
i dworskich parków. Przede wszystkim jest świadectwem stratyfikacji społecznej
oraz obyczajów i społecznej świadomości - postaw, nastrojów, opinii. Dostarcza
doskonałych ilustracji społecznej "kastowości" przedwojennej Polski
oraz zróżnicowania "kastowego" (i "klanowego") ziemiaństwa. Jest też opisem
życia towarzyskiego kresowej szlachty, warszawskich i poznańskich elit,
wielkopolskiego ziemiaństwa w latach zamożności, gdy bawiło się liczne
i świetne "towarzystwo", oraz w latach kryzysu, gdy przyszły ruiny majątkowe
i ogólny zastój. Wielkim walorem tych partii dziennika jest bogactwo
uchwyconych "na żywo" realiów obyczajowych, z których wiele dziś ma już
charakter nieomal "egzotyczny", jak np. wyrafinowana elegancja i staranność
w ubiorze. Ożywiają też narrację liczne anegdoty i opowieści. Dzięki wnikliwej,
inteligentnej obserwacji, dowcipowi, często złośliwemu, jest to relacja
w przeważającej części barwna, żywa, ciekawa, miejscami dramatyczna, miejscami
wzruszająca. Jej wielkim walorem jest piękna polszczyzna - bogactwo słownictwa
i frazeologii.
Tryb życia ziemiańskiego przedstawiony na kartach dziennika miał swoje stałe
ramy, stały rytm i hierarchię wartości, świat ten został zniszczony przez wojnę
i powojenne barbarzyństwo. Dziennik Janiny Żółtowskiej jest jednym
ze świadectw, które po nim ocalały, jest utrwaleniem rysów rzeczy dawno
straconych, które zanikły w życiu i zaćmiły się w pamięci.
Z recenzji Waldemara Łazugi, O Wielkopolsce, "Głos Wielkopolski" 10/11
I 2004
...Opinie, jakie przy okazji wyraża [Janina z Puttkamerów Żółtowska
w Dziennikach - Fragmenty Wielkopolskie - red.] są prawie bez wyjątku mało pochlebne. "Wśród takiej brzydoty mieszkać to prawdziwa tortura". Ludzie są
tutaj "niemi", stoją na "najniższym szczeblu rozwoju towarzyskiego"
i nie dorośli jeszcze do tego "co się nazywa uprzejmością", na ulicach słychać
niemiecką mowę "turkoczącą jak koła po bruku", Polacy chętnie zapewniają,
że "Niemcy jednak dobrze budowali", kolacje, rauty i bale - wszystko
pośledniego gatunku. W sumie - stwierdza mocno rozczarowana - jakże daleko
Poznaniowi "do lekkomyślnej wspaniałości Warszawy"....
...Kiedy i z jakiego powodu jej stosunek do Wielkopolski ulega zmianie? Otóż
staje się tak po dwóch latach, a powodem jest ogólnie mówiąc uznanie
dla tutejszej "cywilizacji". "Do pociągu wsiada się jak do tramwaju [...],
a karetą jedzie się po szosie jak po ulicy gładkiej. Po godzinie czy dwóch
jest się w innym salonie...". Tak szybko i tak wygodnie na Litwie długo
jeszcze się nie podróżowało. Stopniowo, niemal z miesiąca na miesiąc, jej
niechęć do Księstwa topnieje. "Z oddali zapominam o jego brzydocie" - notuje
w 1922 r. - a cenię jego wartości, bezpieczeństwo moralne i prawie europejską
praworządność". Tutejsza cywilizacja nie przestaje jej zachwycać i coraz
śmielej daje temu wyraz. Oto kolejką elektryczną jedzie przez Golęczewo. "Dawno
- zapisuje tego samego dnia po powrocie do domu - nie odniosłam takiego
wrażenia cywilizacji, jak przez tę jazdę. Czyściutki wagon. doskonale uprawne
pola, linia szos [...]". Na dwory i pałace Wielkopolski też zaczyna spoglądać
inaczej. Wprawdzie w Godurowie nie ma wodociągów i elektrycznego oświetlenia,
co "w moich oczach nie przynosi mu ujmy", ale gdzie indziej oba te wynalazki
są, co odnotowuje z rosnącym uznaniem. Nawet "brak obecności" po wielkopolskich
dworach pamiątek z XVIII stulecia tłumaczy już sobie inaczej: nie brakiem
pietyzmu wobec przeszłości narodowej, lecz stanowczym zerwaniem z sarmatyzmem,
który przyprawił Polskę o zgubę...
Michał Zółtowski [z Czacza],
Leon Krzeczunowicz - "Uprawa"-"Tarcza"
red. Bożenna Żółtowska, posłowie Maciej Rudziński; Związek Rodu Żółtowskich
Skierniewice 2004. 128 s. + 5 nlb., bibl., indeks, il. Druk do użytku
wewnętrznego.
O Autorze:
Michał Żółtowski, syn Jana i Ludwiki z Ostrowskich z Czacza w Wielkopolsce,
1937 ukończył prawo na UJK we Lwowie, 1939 podchorąży 15. p.uł. w kampanii
1939, członek AK, działacz "Uprawy"-"Tarczy". Od 1951 nauczyciel w Zakładzie
dla Niewidomych w Laskach. Obecnie na emeryturze.
Dużo pisze i publikuje, m.in.: Tarcza Rolanda - Leon Krzeczunowicz we
wspomnieniach przyjaciół, 1987; Tarcza Rolanda, Znak, Kraków
1987, To wszystko działo się naprawdę, 2002.
W Kwartalniku Związku Rodu Żółtowskich w 1993-2004 opublikował wiele artykułów
o tematyce historycznej i osobistej (nr: 2,
3, 6-8, 9-10,
11-12, 13-14,
15, 23, 25,
26, 27, 30-31,
32, 33, 34-35,
36-37).
Od Autora:
...Chcę teraz przedstawić, jak doszło do skreślenia przeze mnie życiorysu Leona. Od roku 1951 pracowałem w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach, a miesiące letnie spędzałem na Podkarpaciu. W Krakowie udało mi się odnaleźć
siostrę Leona, Helenę Rudnicką. W 1977 r. zwróciła się do mnie z prośbą
o napisanie wspomnienia o jej bracie, tłumaczyła, że rozesłała listy
do znajomych, którzy byli z nim związani przyjaźnią i chciałaby stworzyć z tego
zbiorową pracę. Gdy ją ponownie odwiedziłem (chyba w 1979 r.), okazało się,
że uległa wypadkowi i jest bardzo ograniczona w poruszaniu się i działaniu.
Spośród osób, do których pisała, tylko ja jeden zrobiłem krótki szkic. Wobec
tego zwróciła się z prośbą, bym wziął na siebie trud napisania czegoś więcej.
Długo się broniłem, lecz w końcu uległem. Miałem wtedy odpowiedzialne
stanowisko w Laskach i na pisanie poświęcałem wyłącznie letnie urlopy. Potrzeba
mi było aż siedmiu lat, by przedstawić postać Leona jako jeźdźca, ojca rodziny,
początkującego społecznika, w końcu współzałożyciela i działacza
"Uprawy"-"Tarczy"...
...Materiały do opisu działalności Leona pomógł mi zdobyć przyjaciel Marek
Komorowski, który pojechał w lej sprawie do Ossolineum. Nawiązał też stosunki
z prof. Janiną Leskiewiczową w Instytucie Historii PAN w Warszawie. Jego
zasługą było to, że uzyskał informację, iż jedyną formą opublikowania książki
o "Tarczy" jest wydanie jej jako zbioru materiałów na naukowe sympozjum.
Wyszukał nawet prywatną firmę, która wydrukowała mój tekst w małej poligrafii.
Dzięki interwencji prof. J. Leskiewiczowej, prof. Tazbir dał pismo do cenzury,
wyrażające zgodę na publikację 500 egzemplarzy [wyd. 1987 - red.]...
...Dwa lata później wydawnictwo "Znak" zgłosiło gotowość opublikowania mojej Tarczy Rolanda pod tym samym tytułem, ale w nieco innym opracowaniu [wyd. 1989 - red.]. Nacisk położono na samą organizację tak utajnioną, że w społeczeństwie
nikt niemal o niej nie słyszał. Dyrektor wydawnictwa, prof. Jacek Woźniakowski,
jako młody człowiek i bliski krewny założyciela, Karola Tarnowskiego, był
z bohaterami mojego opracowania osobiście związany. Książki tej darmo dziś
szukać w księgarniach, a nawet w większości bibliotek publicznych...
...Nie ma też żadnych wzmianek o "Uprawie"-"Tarczy" w podręcznikach historii
lub encyklopediach. Pamięć o niej zwalczano milczeniem przez lata. Niech
życiorys jej współzałożyciela wypełni, choć częściowo tę lukę. Czułem się
do tego zobowiązany, jako jeden z bardzo nielicznych już Polaków, który znał
bliżej Leona Krzeczunowicza.
Z posłowia Macieja Rudzińskiego:
...Tak więc habent sua fata libelli... Bo oto ukazuje się książka, której
problematyka 17 lat temu [gdy poznał bliżej konspiracyjną działalność ojca -
red.] wywarła na mnie tak duże wrażenie. Książka ukazuje się, co najważniejsze,
w innych warunkach polityczno-społecznych. Nie ma już PRL, nie ma wspomnianego
"imperium zła", ale na tle opisanych w książce spraw powstaje nowe pytanie:
czy rzeczywiście żyjemy w III Rzeczypospolitej, o którą tak ofiarnie walczył
cały naród razem z polskimi właścicielami dworów?...
Budzą się tu pewne wątpliwości. Dlaczego Polska, wchodząc do Europy, jest
jedynym postkomunistycznym krajem, który nie przeprowadził reprywatyzacji?!
Bo niestety dekrety Bieruta nadal są u nas honorowane, choć wywłaszczyły wbrew
obowiązującej wtedy konstytucji miliony Polaków - w tym 45 tys. rodzin
"kułaków" i kilkanaście tysięcy rodzin ziemiańskich. Dlaczego państwo nie chce
zwrócić ziemianom ich rodzinnych domów, choć w PRL uległo kompletnej ruinie 90%
zabytkowych pałaców i dworów? Czemu nasze rolnictwo jest tak nienowoczesne
w stosunku do trendów światowych? Na 10 mln ha ziemi ornej 3 mln ha leżą
ugorem, 4 mln ha pozostają w rękach państwa, a bezrobocie na wsi wciąż
rośnie...
Co o tym wszystkim powiedziałby Witos, "król polskich chłopów", łatwo zgadnąć.
Tuż przed śmiercią w krakowskim szpitalu Bonifratrów kreślił ostatnie myśli
i słowa: "Nie wolno forytować na żadne stanowisko ludzi bez charakteru,
godności i sumienia ... Stawiamy gmach, w którym muszą królować: wolność, prawo, sprawiedliwość".
| « Poprzednia strona | Początek strony | Następna strona » |