|
|
Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik | |
| Nr 32, edycja elektroniczna | Skierniewice, kwiecień 2003 | |
| « Poprzednia strona | Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru | Następna strona » |
|
Tablica pamiątkowa poświęcona jest mojemu stryjowi Stefanowi Żółtowskiemu, który poległ w grudniu 1914, zaraz na początku pierwszej wojny światowej. Jako poddany pruski zobowiązany był odbywać służbę wojskową w armii zaborcy. Zginął w walkach z Francuzami pod Orues, które stanowiło fragment wielkich francuskich fortyfikacji wokół Verdun. Właściwa, znana z historii bitwa pod Verdun, odbyła się dopiero latem 1916, ale już na początku wojny o te fortyfikacje toczyły się ciężkie boje.
Mój Dziadek Marceli tak pisał o śmierci Henryka do zaprzyjaźnionego jezuity, ks. Czermińskiego: "Ciężko nas Pan Bóg dotknął śmiercią ukochanego syna pod Verdun w 29. roku życia - był to człowiek o charakterze spokojnym, bardzo pracowity i ogólnie lubiany, a był mi już wielką pomocą w administracji majątku. Wychodząc na wojnę żegnał się z nami na wieki bez nadziei powrotu - pisywał bardzo często przejęty grozą wojny i wielką tęsknotą - przepędził te pięć miesięcy w norach ziemnych, nie widząc łóżka, przez cały ten czas wystawiony na gęsty ogień. Padł 14 grudnia, zdołał się ukryć w jakimś dołku, gdzie go kartacze dobiły, i zaraz ducha wyzionął. Pochowano go we wspólnej mogile z 30 podoficerami tego samego dnia. To los Polaka..."
Po wojnie moja Babka pojechała z córką Marią do Verdun i kazała w kościele wybudowanym dla upamiętnienia poległych - a było ich po obu walczących stronach około miliona - wmurować tę tablicę. Prawdopodobnie wtedy wykonany został szkic tablicy.
Dla Dziadków szczególnie bolesne było to, że syn ich zginął w obcym, pruskim wojsku. Verdun leży na trasie z Polski do Paryża, przy autostradzie między Metzem a Reims. Jest tam bardzo ciekawe muzeum - nawet dla mnie, kobiety, która nie interesuje się uzbrojeniem, czołgami i bitwami - są zachowane forty i bunkry. Może ktoś z Żółtowskich, będąc tam przejazdem w czasie wakacyjnych podróży, mógłby zrobić zdjęcie tablicy w kościele na wzgórzu 307. Byłabym bardzo wdzięczna - kiedy ja tam byłam, dawno temu - nie wiedziałam o jej istnieniu.