Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 27, edycja elektroniczna Skierniewice, grudzień 2001
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Hanna Szwankowska

Jak rzemiosło warszawskie uczciło Mickiewicza

W bieżącym roku mija sto pięćdziesiąta rocznica urodzin Adama Mickiewicza, a jednocześnie pięćdziesiąta rocznica budowy i odsłonięcia pomników w Warszawie i Krakowie. Zarówno przy wzniesieniu pomnika warszawskiego, jak również w uczczeniu stuletniej rocznicy urodzin rzemiosło warszawskie wzięło znaczny udział. Pomnik wzniesiony był ze składek społeczeństwa; pośród prawie 85 tysięcy ofiarodawców rzemieślnicy i robotnicy stanowiliznaczną część. Zebrano sumę niemałą - 235 000 rubli, co odpowiada około200 milionom obecnych złotych [1948 rok]. "Ofiarność ogółu" była "nie tylko hojną, lecz i powszechną"; "rzesze maluczkich skupiły się ze swymi ofiarami obok ludzi możnych". Czytano w dziennikach całe szpalty drobnych ofiar, składanych przez sfery rzemieślnicze, robotnicze. Przede wszystkim najpopularniejszy wówczas "Kurier Warszawski" wymieniał całe kolumny ofiarodawców rzemieślników warszawskich. "Gazeta Rzemieślnicza" zebrała 807 rubli. Rzemieślnicy większości zakładów figurowali na wspólnych listach. Przeważna ilość ofiar sięgała do jednego rubla, ale nie brakło i wyższych. Nie należy zapominać, że rzadko który robotnik zarabiał wtedy w końcu XIX wieku rubla dziennie, a pośród rzemieślników wielu tyle właśnie miało dochodu.

Drugą formą przyczynienia się do budowy pomnika była praca rzemieślników warszawskich przy jego wznoszeniu. Pomnik powstawał nader pośpiesznie - prace rozpoczęte w końcu 1897 roku trwały przez rok 1898. Po splantowaniu terenu murarze firmy Czosnowski założyli fundamenty i wymurowali podstawę pomnika. Dziewięciu kamieniarzy firmy Norblin montowało cokół pomnika, schody i podstawę pod kratę. Pośród nich kamieniarz Ignacy Hamerliński życiem przypłacił swoją gorliwość: "nie zważał na dręczącą go chorobę i pracował w słotne, śnieżne dni listopada". Zmarł w parę dni po ukończeniu pracy. "By to dzielny człowiek i robotnik" - napisano o Hamerlińskim w sprawozdaniu z budowy. Pozostawił żonę i dwoje dzieci, którym komitet budowy wypłacił zapomogę. Nazwisko Hamerlińskiego, jako jedyne spośród rzemieślników i robotników zajętych przy budowie pomnika, zostało wydrukowane obok członków komitetu budowy, m. in. wiceprezesa Henryka Sienkiewicza, rzeźbiarza Godebskiego, inżynierów i przedsiębiorców.

W następnej fazie prac cieśle firmy Bavensee wznieśli potężne rusztowania do wciągania cokołu i samego posągu. Podczas budowy równolegle wykonywano ozdoby do pomnika: brązownicy firmy Bracia Łopieńscy odlewali te ozdoby. Ale najwybitniejszym dziełem warszawskiego rzemiosła była krata przy pomniku. W czasach upadku sztuki w ogóle (przykładem tego jest sam posąg Mickiewicza w pomniku Godebskiego - zupełnie nieudany), a sztuki rękodzielniczej w szczególności, krata otaczająca skwer przy pomniku jest zaszczytnym wyjątkiem. O wykonanie jej ubiegały się trzy firmy - powierzono je firmie Zieleziński. Bezimienni kowale-artyści u Zielezińskiego przez rok cały kuli mozolnie kratę i 8 latarni, ustawianych parami po rogach, i wykonali dzieło, które może stanąć obok kraty z kościoła Świętego Krzyża, kowanej przez lata całe przez brata Fretera. Gałęzie, kwiaty, bukiety i liry - symbole poezji - tysiące elementów rozpięto na kracie, przy czym każde przęsło ozdobiono innym motywem roślinnym, a długość kraty wynosi paręset metrów. To dzieło warszawskich kowali ocalało szczęśliwie z niewielkimi stosunkowo uszkodzeniami, należałoby je tylko zabezpieczyć przed rdzą.

Jak popularna była budowa pomnika Mickiewicza w Warszawie, świadczy jeszcze jeden fakt: leży przede mną niewielka książeczka, broszurka jednoarkuszowa (32 strony), wydrukowana w Warszawie przez Władysława Jasińskiego przy ulicy Trębackiej 3. Wydrukowana na skromnym papierze, ale bardzo starannie w owym pamiętnym Mickiewiczowskim roku. Tytuł jej brzmi: O Mickiewiczu i jego poezjach. Autor nie jest wymieniony, podany tylko wydawca: Nakład F. Żółtowskiego. Zapytacie czytelnicy, co to ma wspólnego z rzemiosłem? Owszem, gdyż F. Żółtowski był krawcem warszawskim i on właśnie wydał książeczkę ku czci poety w przeddzień stulecia jego urodzin.

Koniec zeszłego wieku był bardzo ciężki dla Polaków w zaborze rosyjskim - nacisk carskich władz, walka z wszelkimi przejawami kultury polskiej, z historią, z językiem, literaturą, surowa cenzura wydawnictw, książek, pism, przedstawień teatralnych. Dość przytoczyć fakt, że z przebogatej twórczości dramatycznej Słowackiego wolno było grać tylko dwa dramaty rozgrywające się na tle obyczajowym, i to bez podawania jego nazwiska na afiszach teatralnych, a tylko z zaznaczeniem inicjałów poety, J. S. Oczywiście, że i większości dzieł Mickiewicza nie wolno było wydawać. Pana Tadeusza na przykład w ten sposób szmuglowano, że kilka osób obdarzonych dobrą pamięcią uczyło się na pamięć w Krakowie po parę pieśni, każda innych, a po przyjeździe do Warszawy pisały je z pamięci i w ten sposób składała się całość poematu, liczącego prawie 10 000 wierszy. Jakże więc poradził sobie Żółtowski z tak surową cenzurą? Otóż książeczkę swoją wydał pod płaszczykiem kalendarza na rok 1898. Na okładce widzimy napis: "Z dodatkiem kalendarza na rok 1898". I rzeczywiście, na końcu wydawnictwa jest wydrukowany kalendarzyk w dwóch językach, rosyjskim i polskim, z prawosławnym i katolickim wykazem imion i świąt, z lojalnym z konieczności wyliczeniem (już tylko po polsku) tak zwanych galówek, czyli świąt urzędowych: imienin i urodzin ich carskich najjaśniejszych mości, całej rodziny carskiej, dalej - pamiątek cudownego ocalenia tychże, wstąpienia na tron, oswobodzenia Kościoła i Państwa Rosyjskiego od najścia Francuzów itp. Jeśli chodzi o cenzurę, to może krawiec Żółtowski "posmarował" łapówką cenzora w myśl zasady, że kto smaruje ten jedzie, dość, że uzyskał upragniony stempel "Dozwoleno cenzuroiu" z datą 5 stycznia 1898 roku, a więc akurat 50 lat temu.

Samo wydawnictwo zdobi portrecik Mickiewicza, średnio wydrukowany, a tekst rozpoczyna krótki parostronicowy życiorys wieszcza, w którym oczywiście nie ma ani słowa o Filaretach, uwięzieniu i zsyłce do Rosji młodego poety, o stosunku Mickiewicza do Powstania Listopadowego, o wrogim ustosunkowaniu się Mickiewicza do rządów carskich, montowaniu przez niego legionów do walki z Rosją, w Rzymie i Konstantynopolu. W całym życiorysie ani razu nie wydrukowano słowa "Polacy", zastępując go, jak na pomniku Kopernika, słowem "Rodacy": "Rodacy zapragnęli mieć pośród siebie szczątki największego polskiego poety"… Z życiorysu przebija chęć ubrązowienia poety - nie wspomniano na przykład o miłości do Maryli, choć to uczucie leżało na dnie tylu utworów Mickiewiczowskich z Dziadami na czele. Nieznany autor broszury stara się w wąskich ramach, dyktowanych objętością i cenzurą, zamknąć twórczość Mickiewicza, zatem poematy podaje w zwięzłych streszczeniach, przy czym omówienie Pana Tadeusza ożywia dwoma wyjątkami: inwokacją "Litwo, ojczyzno moja" i opisem lasów litewskich. Potem idą streszczenia Grażyny i Konrada Wallenroda oraz omówienieballad z przytoczeniem w całości ballady Rybka oraz popularnej i łatwej PaniTwardowskiej. Na zakończenie udało się przemycić wycinki z Dziadów, oczywiście tak zwanych wileńskich, ze sceny wywoływania duchów - ukazania się widma okrutnego dziedzica.

W krótkim zakończeniu czytamy, że Mickiewicz napisał całe tomy, że poezje poety znajdują się już przetłumaczone (!) na wszystkie europejskie języki; gdy ich pięknością zachwycają się obcy, jakimże mianem ochrzcić należało Polaka, który by nie znał poezji Adama Mickiewicza.

Żółtowski, wydając tę książeczkę nie omieszkał zareklamować swej firmy krawieckiej. Zrobił to zresztą w sposób bardzo dyskretny - na ostatniej stronie okładki umieścił ogłoszenie reklamujące jego zakład. Dowiadujemysię o adresie p. Żółtowskiego - Świętokrzyska nr 19 w Warszawie; zapoznajemy się też z cennikiem: garnitury surdutowe liczy krawiec-wydawca aż po rubli srebrnych 25 co najmniej ("od"), a garnitury smokingowe tylko od rs. 16, marynarkowe zaś o rubelek taniej, żakiety miały pośrednią cenę 22 "eresów" (rs. - rubli srebrnych). Była to właśnie pora karnawału - żakietów i smokingów. Ceny podane przez Żółtowskiego, o ile się orientujemy, wydają się wysokie, tym bardziej że były one minimalnymi "od"… W przeliczeniu na obecne [1948 rok] stosunki wynosiły około 20-25 tys. za garnitur, ale ponieważ nie było Komisji Specjalnej ani cenników nie ogłaszano na murach, więc… wszystko było w porządku. Na zakończenie ogłoszenia dowiadujemy się, że szycie "na żądanie" wykonuje się "w 24 godzin". Poza tym ani słowa autoreklamiarstwa i tylko wyrazy "Nakład F. Żółtowskiego" mówią nam o warszawskim krawcu, wielbicielu i krzewicielu poezji Adama Mickiewicza.

Dziękujemy Autorce za bezinteresowną zgodę na przedruk artykułu z miesięcznika "Rzemiosło" nr 1, Warszawa 1948, s. 16-17.


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »