|
|
Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik | |
| Nr 24, edycja elektroniczna | Skierniewice, kwiecień 2001 | |
| « Poprzednia strona | Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru | Następna strona » |
Niedziela 19 maja 1997 roku, godzina 12, samo południe. Stoję wśród tłumów wiernych na placu Św. Piotra w Watykanie w oczekiwaniu na modlitwę Anioł Pański. Otwiera się okno Biblioteki Watykańskiej, obsługa spuszcza za okno dywan i mocuje mikrofony. Na placu różnojęzyczny śpiew na cześć Ojca Świętego. Grupa, wśród której stoimy ze Stefanią, moją żoną, przyjechała z odległej Jasionówki jako młodzieżowa orkiestra dęta. Ubrani w jednolite mundury paradne stanowią atrakcję wśród zgromadzonych na placu ludzi, grają. Grają też inne orkiestry, ze Szkocji, z Francji. Polska jednak góruje nad wszystkimi. Tłum na moment zamarł w ciszy, by nagle głośnym okrzykiem powitać ukazującego się w oknie Jana Pawła 1I. Głośne wiwaty nie dopuszczają do głosu Ojca Świętego. Ceremonia się rozpoczęła. Modlitwa w skupieniu i ciszy. Po niej Papież pozdrawia grupy zgromadzone na placu Świętego Piotra. Na koniec zwraca się do Polaków w naszym ojczystym języku, na co odpowiadają gromkie brawa, wiwaty, orkiestra, która natychmiast wchodzi z pieśnią "Po górach dolinach", po czym bez przerwy gra dalej, nie dopuszczając innych orkiestr. Papież przysłuchuje się chwilę i odchodzi. Muzyka nie milknie. Część ludzi opuszcza plac, inni gromadzą się wokół tej barwnej młodzieżowej orkiestry. Pojawia się telewizja RAI, która na żywo transmituje występ. Turyści filmują. Po godzinie dowiadujemy się, że Ojciec Święty zaprosił nas na audiencję o godzinie 19 w sali na czwartym piętrze tuż pod Biblioteką. W tym dniu przypadają jego 77 urodziny. Papież źle się czuje. Boimy się, by nie odwołano audiencji. O. Konrad Hejmo, dominikanin, który organizuje spotkania z Ojcem Świętym, mówi, że jeżeli Jan Paweł II przejdzie te "dwie siekierki", czyli dwie siódemki, dalej będzie się cieszył dobrym zdrowiem. Z niepokojem chodzi po sali obserwując korytarz, czy nie zbliża się Papież. Nagle włączają się światła, wszyscy biją brawo. W drzwiach już wcześniej otwartych ukazuje się postać w bieli z laską. Podchodzi do tronu, oddaje laskę lecz nie siada. Wśród ciszy, która nagle zapanowała, głośno intonuje "Chwalcie łąki umajone". Zaskoczył nas wszystkich. Po pierwszej zwrotce druga. Cała grupa śpiewa z Ojcem Świętym, obsługą, fotoreporterami. Po chwili podchodzi do każdej grupy, a jest ich ok. dziesięciu, chwilę poświęcając na rozmowę i wspólne zdjęcie. Na wstępie proszono, by nie wyciągać rąk do Papieża, toteż nikt tego nie czyni. Wielkim więc jest dla mnie przeżyciem, kiedy Ojciec Święty przechodząc obok mnie sam wyciąga do mnie dłoń i pozwala, bym ucałował pierścień najwyższego dostojnika katolickiego. Za chwilę już schodziliśmy po schodach opuszczając pałac papieski, dumni z zaszczytu jaki nas spotkał, jakoś było nam lekko, odmłodzeni o kilkanaście lat, szczęśliwi.
14 i 15 października 2000 Papież ogłosił dniami Zjazdu Rodzin w ramach obchodów Roku Jubileuszowego. Staraniem wielu członków Rodu Żółtowskich 32 osoby spośród nas pojechały na tę uroczystość. Nie tylko dorośli, ale i nasza młodzież, zabrana specjalnie, gdyż od niej oczekujemy zawiązywania nowych rodzin Żółtowskich, tworzenia nowego pokolenia w duchu prawdziwej rodziny.
Przygotowawszy stosowny transparent: "Ród Żółtowskich pozdrawia Ojca Świętego", ubrani w jednakowe białe koszulki z herbem Ogończyk, pełni zapału wyruszyliśmy o świcie autokarem z hotelu do Rzymu. Pogoda zepsuła się radykalnie, i to na czas samej tylko uroczystości, tak jakby Pan Bóg płakał nad stanem rodzin na świecie. Część z nas miała parasole, inni kupowali je po drodze od zawsze przewidujących handlarzy, dla których deszcz to czystyinteres. Takich tłumów nikt nie przewidywał. Nie wkroczyliśmy nawet na teren państwa Watykan. Ceremonia przeniosła się na ulice Rzymu. Tylko wielkie billboardy pozwoliły obserwować, co dzieje się na głównym ołtarzu i jak przebiega uroczystość celebrowana przez Ojca Świętego. Wszyscy byli przemoknięci do nitki, wyglądaliśmy mizernie. Spotkanie, na któretak liczyliśmy, nie udało się, jednak Ojciec Święty nie zapomniał o nas, jak to czyni dobry pasterz wobec swych owieczek. Na poniedziałek 16 października zapowiedział przyjęcie pielgrzymów polskich w Auli Pawła VI o godz. 10. Pogoda wróciła do normy, ciepło, pogodnie i my, Żółtowscy, w kilkutysięcznej kolejce na spotkanie z Janem Pawłem II, naszym rodakiem. Wciskamy się do Auli prawie na końcu. Rozpoczynam nerwowe poszukiwania o. Konrada Hejmo, chcąc odebrać zaproszenia na prywatne dojście do samego Ojca Świętego. Przedzieram się przez tłumy zgromadzone bliżej podium i w końcu drogę zagradza mi kordon karabinierów. Dalej iść nie można. Tłumaczę po angielsku, że idę do o. Hejmo po wejściówki. Zrozumieli, puścili. Kiedy po kilku minutach udaje mi się dotrzeć do poszukiwanego, okazuje się, że ks. Józef Grzeszczuk, który pełnił dla naszej grupy posługę duszpasterską, wcześniej dotarł do o. Hejmo i, przedstawiając pisemną prośbę biskupa Dydycza z diecezji drohiczyńskiej, uzyskał dla nas pięć wejściówek. Prędko więc wracam do swej grupy, gdyż niosłem w reklamówce prezenty dla Papieża. Okazało się, że pięć osób poszło już osobnym wejściem na spotkanie z Ojcem Świętym. Bogusia Żółtowska z Białej, widząc, że nie mam zaproszenia, odstępuje mi swoje. Wiem, że było to dla niej wielkie wyrzeczenie, tak bardzo chciała dostać się przed oblicze Ojca Świętego. Nie waha się ani chwili, mówi: "Bierz moją wejściówkę i wchodź". Biorę i wchodzę. Mam przecież dary dla Papieża. Widząc wielkie poświęcenie Bogusi i jej olbrzymią chęć uczestnictwa w tej ceremonii, nasz ksiądz cudem dostaje jeszcze jedno zaproszenie i daje jej. Ten godny pochwały czyn Bogusi został przez Pana Boga nagrodzony, inaczej tego nie da się zinterpretować. Siedzimy więc na krzesłach 10m od Ojca Świętego, Bogusia z synem Michasiem, Wacek z synem Januszem, Bożena i ja.
Do Auli Pawła VI weszło ponad 8,5 tys. Polaków przybyłych na uroczystość Jubileuszu Rodzin. Ochrona nie pozwala rozwijać transparentów, mając na uwadze bezpieczeństwo Papieża. Wśród dźwięków orkiestry dętej i oklasków wchodzi Ojciec Święty. Zasiada na tronie. Wita się ze świtą biskupów i kardynałów, w tym z biskupem Stefankiem, krajowym duszpasterzem rodzin w Polsce. Po homilii dotyczącej rodziny następuje przyjęcie darów i bezpośrednie spotkanie z Ojcem Świętym. Wolno przesuwa się kolejka do Papieża. Sala śpiewa, nam się łzy cisną do oczu. Niektórzy rzeczywiście płaczą. Klękam przed Ojcem Świętym i trzymając otwarty Adres mówię: "Ojcze Święty! 1000-letni polski Ród Żółtowskich najuniżeniej prosi Waszą Świątobliwość o błogosławieństwo na drugie tysiąclecie", Jan Paweł II błogosławi i daje pierścień do pocałowania. Każdy z nas dostąpił tej chwili powiedzenia kilku słów do Ojca Świętego. Byliśmy szczęśliwi. Wycałowaliśmy się z radości na oczach 8,5-tysięcznej widowni. Ceremonia zakończyła się, lecz Polacy zgromadzeni w auli długo wiwatowali na część Ojca Świętego.
Ja wręczyłem Papieżowi Adres z prośbą o błogosławieństwo dla Rodu pióra Andrzeja Ludwika stosownie oprawiony i elegancko wydrukowany, podpisany przez Michała z Lasek, Andrzeja Ludwika i przeze mnie, Wacek z Januszem - Genealogię Rodu Żółtowskich pięknie oprawioną w skórę, Bożena - książkę Michała o Róży Czackiej, Bogusia - drugi egzemplarz Genealogii oprawiony starannie przez Andrzeja Ludwika. To spotkanie było wielkim przeżyciem dla nas wszystkich - dla tych, którzy z dala obserwowali, i dla naszej szóstki z bliska. Nie da się zaprzeczyć, że to historyczny dzień w dziejach naszego Rodu.