Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 24, edycja elektroniczna Skierniewice, kwiecień 2001
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Wacław z Łodzi

Moje spotkania z Janem Pawłem II

Jak daleko sięgnę pamięcią w świat lat dziecinnych, przypominam sobie, jak podczas spotkań rodzinnych moja matka, ciotka, wujowie, opowiadali, że mój dziadek, a ich ojciec, jeszcze przed II wojną światową bardzo często mówił, że chciałby doczekać takiej chwili, kiedy Polak zostanie papieżem.

Myśl o tym, że Polak może zostać papieżem, przekazywana była nieśmiało, aczkolwiek każdy w skrytości ducha marzył o tym. Marzenia były, ale zdrowy rozsądek myśli takie odrzucał, przecież od kilku stuleci przywilej ten "przysługiwał" Włochom. Cytowało się chętnie Słowackiego, który w XIX wieku wieszczył:

Pośród niesnasków - Pan Bóg uderza
    W ogromny dzwon.
Dla Słowiańskiego oto Papieża
    Otwarty tron [...]
A trzebaż mocy, byśmy ten Pański
    Dźwignęli świat...
Więc oto idzie - Papież Słowiański,
    Ludowy brat... [...]
On rozda miłość, jak mocarze rozdają broń,
    Sakramentalną moc on pokaże,
Świat wziąwszy w dłoń.

Marzenia, można powiedzieć, wszystkich Polaków, ziściły się 16 października 1978 roku, gdy świat obiegła wiadomość: KAROL WOJTYŁA - PAPIEŻEM. Jak dokonano tego wyboru? W historycznym konklawe brało udział 111 kardynałów. Głównym protektorem kardynała Karola Wojtyły był kardynał Wiednia Franz Koenig. Przeprowadził on, jak się okazało, skuteczną kampanię na rzecz kandydata nie-Włocha, przy przychylności dla tej idei kardynała Johna Króla z Filadelfii - Polaka z pochodzenia. W ósmym głosowaniu 94 głosy zostały oddane na kardynała Karola Wojtyłę, który w hołdzie dla swoich poprzedników przyjął imię Jana Pawła II. Jeszcze dzisiaj widzę obraz telewizyjny i słyszę słowa kardynała Pericle Fellici: "Habemus Papam Carolum Sanctae Romanae Ecclesiae Cardinalem Wojtyła Ioannem Paulum Secundum". Ze łzami w oczach odbierałem przekaz Jego pierwszego błogosławieństwa "Urbi et Orbi". Niespełna osiem miesięcy później, 2 czerwca 1979, na lotnisku Okęcierozpoczęła się pierwsza pielgrzymka Papieża, Papieża-Polaka do Ojczyzny. To wtedy usłyszeliśmy ważne i ważkie słowa "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi".

A potem były następne pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny. Dla mnie ważna była ta trzecia, odbyta w dniach 8-14 czerwca 1987 roku. Tym razem Papież odwiedza m.in. Tarnów - miasto mego urodzenia i dzieciństwa, miasto wiecznego spoczynku mego ojca Jana, a także Łódź, w której spędziłem młodość, założyłem rodzinę i gdzie płyną moje dojrzałe lata. Na spotkanie z Ojcem Świętym wyruszyłem w grupie wiernych z naszej nowo powstałej parafii Miłosierdzia Bożego, w towarzystwie mojego młodszego syna Michała. Po długim marszu dotarliśmy o brzasku na Lublinek (lotnisko, gdzie wyznaczone było miejsce spotkania). W skupieniu i modlitwie oczekiwaliśmy na Papieża. I wreszcieogromna radość: Papież jest z nami!

W wielkim słońcu razem z Michałem trwaliśmy do końca uroczystości, a potem bardzo zmęczeni, opaleni "na raka", ale bardzo szczęśliwi, wzbogaceni duchowo, wróciliśmy do domu. Tyle razy słyszeliśmy: "Zostań z nami, zostań z nami...". Papież został i jest z nami poprzez nieustanną troskę, jaką otacza sprawy swej Ojczyzny i swego narodu.

Jan Paweł II ma ten wielki dar, że postrzegany jest nie tylko jako wielkość, ale i zwykły człowiek, pełen humoru i godności. Dotarł ze swym przesłaniem do serc ludzkich także przez gest, spojrzenie znad czytanego tekstu, poprzez uśmiech, poprzez zamyślenie i to, jak słucha, może bardziej jeszcze niż poprzez słowa, które głosi i pisze.

Powiada się, że Jan Paweł II jest dobrym człowiekiem na złe czasy. Potępia przemoc i swoim autorytetem zażegnuje światowe konflikty. Jego głos, wołający o szacunek dla człowieka, jest słyszany bardzo często. A i świat, jak nigdy przedtem, bardzo tych słów potrzebuje.

W trzecim dniu trwania VI Zjazdu naszego Rodu w Ciechocinku rozpoczynała się piąta pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny (31 maja 1997). Po Mszy za Ród i pamiątkowym zdjęciu wracamy w pośpiechu do hotelu, aby oglądać transmisję z przylotu Ojca Świętego do Polski.

Wrocław witał Papieża w strugach deszczu. Po Zjeździe pojechałem na spotkanie z Ojcem Świętym do Kalisza. Nowo powstała diecezja kaliska witała Papieża radośnie i w pełnym słońcu.

Dwa lata później, w roku 1999, spotykamy się na VIII Zjeździe w Chomiąży Szlacheckiej. W sobotę, w trzecim dniu Zjazdu, po powrocie z Mszy św. za Ród, w pokoju prezesa Andrzeja Ludwika oglądamy transmisję z lądowania samolotu na lotnisku pod Gdańskiem z Ojcem Świętym, który rozpoczął swą szóstą, najdłuższą, pielgrzymkę do Ojczyzny. Głęboko zapadło mi w serce przesłanie tej pielgrzymki "Bóg jest miłością". W czasie jej trwania Jan Paweł II gościł w klasztorze kamedułów na Wigrach, gdzie rok wcześniej mieliśmy VII Zjazd naszego Związku. Później Papież odwiedził Łowicz. Na to spotkanie pojechałem razem z Elą. Tu w Łowiczu byłem tak blisko Ojca Świętego, myśl wybiegała naprzód: co przyniesie rok dwutysięczny, czy dojdzie do skutku zaplanowana w Chomiąży pielgrzymka Żółtowskich do Rzymu na Światowe Spotkanie Rodzin?

Rok dwutysięczny był dla mnie rokiem szczególnym. Najpierw na przełomie sierpnia i września pielgrzymowałem do Lourdes i Fatimy, a potem był Rzym.

Około 300 tys. wiernych z całego świata uczestniczyło w dniach 14-15 października 2000 roku na III Światowym Spotkaniu Rodzin w Watykanie. Entuzjazmu ze spotkania z Ojcem Świętym nie zgasił nawet ulewny deszcz. Staliśmy wytrwale w jego strugach na placu Św. Piotra podczas Mszy św. kończącej Jubileusz Rodzin. "Drodzy rodzice przyjmijcie do swego domu Chrystusa, a pomoże wam spełnić rodzicielską posługę" - apelował Papież. Zmoczeni, zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy do hotelu, odległego od Rzymu ponad 130 km; na zakończenie tej uroczystej Mszy ogłoszono, że w poniedziałek Ojciec Święty przyjmie na audiencji w Auli Pawła VI wszystkich pielgrzymów z Polski.

Emocje sięgnęły zenitu w poniedziałek. Z początku wydawało się, że jazda przebiega normalnie. W pewnym momencie czas zaczął uciekać, jak na przyspieszonym filmie. Jak dwa dni przed egzaminem, mnóstwo materiału do przerobienia, mało czasu, a tu jeszcze tyle drogi do Rzymu. Czyżby marzenia z Chomiąży Szlacheckiej o pielgrzymce do Ojca Świętego i bezpośredniej audiencji nie miały się spełnić? Jedno tylko w głowie, jedna myśl - czy zdążymy? Dojeżdżamy, oddychamy z ulgą, jeszcze inni idą za nami. Jak się później okazało, ks. Józef "rydzykuje" i od o. Hejmo dostaje łącznie aż sześć kart wstępu. Najpierw idzie nas piątka. Nie ma Rafała. Co się stało? Później dochodzi. Jesteśmy razem. Czekamy.

Wchodzi Gwardia Szwajcarska, za chwilę przejdzie obok nas Ojciec Święty. Jeszcze nigdy nie byłem tak bardzo, bardzo blisko. Napięcie rośnie. Za kilka minut dojdę do Papieża, i to z synem i czwórką Żółtowskich.To jest niesamowite, na 8 tys. znajdujących się w auli 35 osób dojdziedo Papieża, w tym nas sześcioro. Biskup Stefanek - Przewodniczący Kongregacji ds. Rodzin wita Jana Pawła II. Oglądam się do tyłu. Rozpostarty transparent: ZWIĄZEK RODU ŻÓŁTOWSKICH POZDRAWIA OJCA ŚWIĘTEGO. Jestem ogromnie wzruszony, co powiem? Podchodzimy i mówię: "Umiłowany Ojcze Święty, przyjmij pracę naszego syna i brata, tę Genealogię Rodu Żółtowskich, która cementuje nasz Ród". Papieskie błogosławieństwo. Pot, łzy, pocałunki - już po emocjach.

Wieczorem w hotelu ks. Józef odprawia Mszę bez kazania - argumentuje, że nie może równać się z Papieżem. Po Mszy, zamiast zbierać na tacę, daje każdemu po okolicznościowej 100-lirowej monecie z podobizną Jana Pawła II.

Właściwie to pielgrzymka się już skończyła.

Jeszcze przed nami Monte Cassino. Ciekawe, co przyniesie następny dzień. Wracam myślą do mojej pierwszej pielgrzymki do Rzymu w roku 1996. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że ta obecna była nadzwyczaj udana, mimo że staliśmy w strugach deszczu. Wtedy byłem sam, na Monte Casino jechałem bardzo smutny. Powaga miejsca, natrętna myśl "dlaczego nie ma ze mną Michała?" potęgowały nastrój przygnębienia. Jednak uśmiechnęło się do mnie słońce, spotkałem kogoś bliskiego, tym kimś była Lidka z Sulechowa. Teraz jest inaczej, autokar pełen Żółtowskich, moja żona i syn. Wysiadamy z autokaru. Na cmentarzu spotykam dalszą kuzynkę, z domu Wojciechowską (mieszka w sąsiedniej parafii, nie widzieliśmy się kilka lat). Ks. Józef Grzeszczuk odprawia Mszę za swoich parafian, za tutaj poległych i ku mojemu zaskoczeniu - za duszę Michała. W głowie kołaczą się myśli: "Michał był harcerzem, ministrantem, tyle razy stawał przy ołtarzu, jego pracę ofiarowaliśmy Papieżowi, dziękuję ci, księże".

Jeden z ostatnich etapów pielgrzymki to Wenecja. Stąd wywodzili się papieże: Jan XXIII (Roncalli) oraz Jan Paweł I (Albino Luciani) - Papież Uśmiechu.

Późnym wieczorem opuszczamy Wencję. O świcie autokar na pierwszym biegu z trudem wjeżdża na Kahlenberg. Stąd król Jan III Sobieski, po zwycięstwie nad Turkami w roku 1683, powiadomił Stolicę Apostolską: "Przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył". Tutaj, w kościele pod wezwaniem św. Józefa, nasz pielgrzymkowy kapelan odprawił Mszę w intencji wszystkich zmarłych z Rodu a w szczególności za Zbigniewa ze Skierniewic. Po Mszy wpisaliśmy się z Jasiem do księgi pamiątkowej.

Teraz przed nami już tylko droga do domu, do Polski. Uczestniczyłem w fantastycznym przedsięwzięciu. Pielgrzymka, z której wracamy, była dla mnie wprawdzie kolejnym, ale za to najważniejszym spotkaniem z Papieżem Janem Pawłem II.

Ojciec Święty jest fenomenem w nowożytnych dziejach ludzkości, nikomu bowiem za życia nie zaczęto spontanicznie stawiać tylu pomników. Obserwujemy, co dzieje się w Stolicy Apostolskiej, słuchamy modlitw Ojca Świętego, modlimy się razem z Nim. Jakże lękamy się o Jego zdrowie. Każde spotkanie z Papieżem (nie tylko to osobiste) wzbogaca nas i czyni choć trochę lepszymi. I o to chyba chodzi.

My Polacy jesteśmy niezwykle dumni z naszego Wielkiego Polaka- Papieża. Myślę, że i On po trosze również z nas. Świadczą o tym Jego słowa:

"Raduję się z tego wielkiego dobra, jakie się stało i wciąż się dokonuje w mojej Ojczyźnie. Serdecznym moim pragnieniem jest głosić pokój moim Rodakom. Ten pokój, który umniejsza zwątpienie, przywraca zgodę i pobudza do miłości".


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »