|
|
Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik | |
| Nr 23, edycja elektroniczna | Skierniewice, grudzień 2000 | |
| « Poprzednia strona | Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru | Następna strona » |
Wyjazd do Krynicy Morskiej na doroczne spotkanie naszego Związku przyniósł ze sobą falę optymizmu. A ten optymizm tak jest nam potrzebny - przecież wszędzie słychać narzekania.
Na Warmii spędziłem przed równo pięćdziesięciu laty dwa i pół roku, w tym ostatnie prawie półtora we Fromborku, w zakładzie wychowawczym ks. salezjanów. Miasteczko liczyło wtedy około 400 mieszkańców, głównie rybaków z Białostockiego. Wystarczyło spojrzeć na ruinę tego osiedla, by odgadnąć jego tragiczne dzieje w chwili ataku armii radzieckiej. Większość domów jeszcze w gruzach, mury porastające młodymi brzózkami, na kominach gniazda bocianie. Stary gotycki kościół parafialny bez dachu. W 1945 schronili się tu i zabarykadowali mieszkańcy miasta, a wojsko radzieckie podpaliło budynek i wszyscy spłonęli. W klasztorku Barnabitów zastałem owczarnię. W osiedlu znajdowała się poczta, ale nic więcej, żadnych sklepów ani apteki. Na Wzgórzu Katedralnym stała spalona dzwonnica ze stopionymi dzwonami, jednym wagi 13t i drugim tzw. srebrnym o bardzo pięknym dźwięku. Po trzech latach pracy wykończono wreszcie zniszczony dach katedry. Ze sławnych organów o pięciu rejestrach, tak wspaniałych, że w Niemczech istniały tylko dwa podobne instrumenty, pozostało parę zgruchotanych piszczałek. Z ośmiuset ornatów uratował się jeden.
Najwyższą władzą był we Fromborku WOP - czyli Wojsko Ochrony Pogranicza. Na stacji kolejki elbląskiej jadącej z szybkością 12 km na godzinę do Braniewa WOP legitymował przyjezdnych, nierzadko odsyłając do aresztu.
Pamiętam, jak pewnej nocy WOP otoczył Zakład Salezjanów, wylegitymował wszystkich, a dwóch wychowanków, którzy mieli za sobą przeszłość partyzancką, pochwycono podstępem i wtrącono do więzienia. Ksiądz dyrektor, ile razy wyjeżdżał, kazał odprowadzać się na stację, by mieć świadków w razie aresztowania.
W 1953 roku zakład został odebrany przez państwo, sprzęt skonfiskowany. Stare kanonie, służące w lecie KUL-owi w czasie kolonii, zostały przejęte przez państwo. Ogrodnik z Fromborka, który wbrew zakazowi wyjazdu do Lublina w czasie, gdy obraz Madonny ronił tam łzy, po powrocie został tak skatowany, że plecy miał granatowe od sińców.
Po latach nie chciałem wracać do wspomnień, lecz już wcześniej słyszałem głos odrestaurowanych organów i widziałem Muzeum Kopernika w stanie kwitnącym. Słyszałem, że w mieście nie ma już ruin, a liczba mieszkańców się potroiła. Frombork stał się atrakcyjną miejscowością turystyczną. Na Warmii nie dostrzegłem nigdzie odłogów porośniętych chwastami jak niegdyś, a lasy nadal wabią świeżością i pięknymi drzewami.
Musimy zrobić bilans tego, co w tym pięknym kraju dokonało się po wojnie. Szosy są doskonałe, lokale na stacjach benzynowych czyste i estetyczne, życzliwa obsługa. Ruin nigdzie nie widać. Ale rozszerzmy nasze refleksje. Czy musimy tylko narzekać, czy też nie powinniśmy raczej Bogu dziękować za to, że mięso możemy dostać w sklepie, nie stojąc godzinami w kolejce w nocy, że w tymże sklepie półki nie są puste tylko z butelkami octu, jak to dobrze pamiętamy. A może ważniejsze jest jeszcze, że nie ma podsłuchu w telefonach, cenzury na publikacje, że nie musimy bać się milicjanta, że wyjazd za granicę nie jest czymś zastrzeżonym dla niektórych, że młodzieży nie zmusza się do wstępowania do ZMP, że jest normalne duszpasterstwo w szpitalach, wojsku, w więzieniach! A także i to, że parlament wybieramy sami, że Kościół nie jest prześladowany i że mamy takiego Ojca Św.
Rzadko dziękujemy, dlatego rozważmy na koniec te słowa z czytań ewangelicznych w listopadzie: "Podnieście głowy wasze..."