Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 23, edycja elektroniczna Skierniewice, grudzień 2000
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

B. W.

Frombork

Frombork jest niewielkim miasteczkiem nad Zalewem Wiślanym położonym na nadbrzeżnej równinie i Wzgórzu Katedralnym. Siatka krętych uliczek prowadzi do najbardziej zaskakujących miejsc widokowych, skąd można zobaczyć malownicze osiemnastowieczne domki obsadzające wąziutką brukowaną uliczkę, warownię górującą na Wzgórzu Katedralnym, spokojne, rozległe obszary Zalewu i małe, kolorowe spłachetki pól.

Jednakże Frombork to przede wszystkim miasto Kopernika. Idziemy całą grupą Żółtowskich mostem przerzuconym nad fosą, przekraczamy Bramę Południową i naszym oczom ukazuje się ogromna gotycka archikatedra z przylepioną do południowej ściany kaplicą barokową.

Wchodzimy do środka. Wnętrze jest trzynawowe, sklepienie gwiaździste wsparte na potężnych filarach. Panuje półmrok, z którego wyłaniają się barokowe połyskujące złotem ołtarze. Ogromny ołtarz główny wykonany z czarnego, białego i różowego marmuru. Na obrazie przedstawiono Wniebowzięcie Matki Bożej, św. Andrzeja i patronów archikatedry. Dawny gotycki ołtarz główny stoi z boku, jakby zapomniany. Przywołuje na pamięć Mikołaja Kopernika, który z pewnością modlił się przed nim codziennie. Oglądamy też miejsce pochówku wielkiego astronoma (15 V 1543) przy czwartym filarze prawej nawy, gdzie znajdował się ołtarz, którym opiekował się Kopernik.

W katedrze możemy też zobaczyć pokaźnych rozmiarów rzeźbę kardynała Stanisława Rozjusza, wielkiego reformatora Kościoła, znanego w całej szesnastowiecznej Europie naukowca-teologa, szermierza odnowy katolicyzmu, współprzewodniczącego soboru trydenckiego, zmarłego w Rzymie.

Ogromne organy fromborskie z XVII wieku zaprezentowały swągłębię i moc w krótkim koncercie. Wszyscy byliśmy pod ich wrażeniem. A ze sklepienia prezbiterium i części nawy głównej niezmiennie od wieków zwisają papieska tiara Piusa II i kapelusze kardynalskie, świadczące o zaszczytach biskupów i kanoników warmińskich

Wychudzimy na dziedziniec warowni. Oglądamy wieżę, w której przez ostatnie lata mieszkał Mikołaj Kopernik, prowadził prace badawcze, obserwacje nieba, ukończył traktat o biciu monety, był też znanym lekarzem. W roku jego śmierci wydano dzieło, które wstrząsnęło światem: De revolutionibus.

W pałacu biskupim mieści się Muzeum Kopernika. Oglądamy też malarstwo portretowe XIX-XX wieku.

Zmęczeni wrażeniami, w deszczu zmierzamy do planetarium. W ciszy, cieple na wpół leżąc oglądamy nieboskłon i kometę Eros. Przyznaję, odpłynęłam w sen błogi ze słodyczą w ustach od cukierków podarowanych przez Elżbietę Wacławową z Łodzi.

Po seansie astronomicznym część Żółtowskich - tych młodych - wspięła się na wieżę, aby napawać się pięknem Fromborka i okolic, a my - reszta - udaliśmy się do średniowiecznego szpitala pod wezwaniem Św. Ducha. Niewielki, trzynawowy budynek.

W nawie głównej miejsce na ołtarz, gdzie odbywały się Msze Święte i modlitwy. Obok leżeli chorzy, czekający na wsparcie duchowe i pomoc lekarską opiekujących się nimi zakonników. Kilku z nich, "uczonych w piśmie" i przyuczonych do uprawy ziół mozolnie czyniło papki, napary i mazidła, które inni bracia rozwozili chorym w imię Jezusa Chrystusa. Ściany szpitalne pokryte były freskami, których sens z trudem da się dziś odczytać. Przez niewielki okienka jednej z naw bocznych można zobaczyć ogródek z najróżniejszymi ziołami. Tutaj Stefania znalazła swoje królestwo. Opowiadała nam o różnych ziołach i ich zastosowaniu. Wyglądało na to, że ma niewiele mniej ziół w swoim ogrodzie.

Pośpiesznie opuszczamy średniowieczny, smutny, ale i pełen otuchy, świat i biegniemy obejrzeć gotycką Wieżę Wodną z XIV wieku. Mijamy monumentalny pomnik Mikołaja Kopernika.

Żółtowscy, syci wrażeń, poczuli zwykły, przyziemny głód. Znaczna grupa udała się do pobliskiej smażalni. Ja zjadłam wspaniale usmażoną flądrę, wypiłam herbatę z cytryną i dopiero wtedy pomyślałam, że XX wiek ma też swoje uroki nawet w deszczu, i udałam się spokojnie na "statek białej floty", mając nadzieję, że tym razem pan kapitan będzie mniej dotknięty chorobą naszych czasów - przepiciem.

Wróciliśmy do Krynicy Morskiej szczęśliwie, wśród pogaduszek, żartów, wyczerpani, ale radośni.


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »