Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 23, edycja elektroniczna Skierniewice, grudzień 2000
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Michał z Lasek

Zmarł Andrzej Żółtowski ze Słupów

Śp. Andrzej Żółtowski urodził się 26 listopada 1914 roku w Wilnie jako syn Ireny z domu Broel-Plater i Edwarda Żółtowskich. Pochodził z wielkopolskiej gałęzi rodu, był prawnukiem jednego z czterech synów Jana Nepomucena, Adama, dziedzica majątku Ujazd Wielkopolski. Ojciec Andrzeja, Edward, odziedziczył Słupy na Pałukach, czyli w ziemi leżącej między Pomorzem a Kujawami. Tam też Andrzej się wychował razem z młodszą siostrą Mariolą.

Po maturze w Gimnazjum im. J. Zamojskiego w Warszawie odbył roczną służbę wojskową w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu i otrzymał przydział do 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Jesienią 1938 roku rozpoczął studia na Wyższych Kursach Rolniczych im. Stefana Turnaua we Lwowie, a wiosną 1939 odbył ćwiczenia wojskowe w macierzystym pułku w stopniu wachmistrza podchorążego.

W przeddzień wybuchu II wojny światowej otrzymał kartę mobilizacyjną do Ośrodka Zapasowego Wielkopolskiej Brygady Kawalerii w Kraśniku, lecz bliski jego powinowaty, płk Aleksander Pragłowski, zabrał go do sztabu w Łodzi. Nie wiadomo dokładnie, gdzie Andrzej walczył, wiemy jedynie, że na terenie południowej Polski i że dostał się tam do niewoli. Przebywał kolejno w przejściowym obozie w Cieszynie, następnie w oflagu w Murnau.

Niemcy nie respektowali konwencji międzynarodowej dotyczącej statusu podchorążych i przenieśli jeńców do karnego obozu w Oberlangen, potem do stalagów w Hofnugsstahl i Muhlberg. Wiosną 1945 roku Andrzej uciekł stamtąd i dostał się do wojska polskiego w Szkocji, gdzie służył w 9. Pułku Ułanów Małopolskich. Zdemobilizowany 30 lutego 1947 roku powrócił do kraju 4 grudnia tegoż roku.

Zamieszkał w Łodzi, gdzie razem z kolegą pracował przy sprzedaży farb, później w Centrosprzęcie (zaopatrzenie województwa w sprzęt szpitalny) aż do emerytury.

2 sierpnia 1953 roku ożenił się z Krystyną Tomala.

W ostatnich latach życia ciężko chorował na reumatyzm, którego nabawił się pracując przy karczunku lasów w bagnach Nadrenii.

Andrzej Żółtowski należy do licznej rzeszy obrońców naszej ojczyzny, którzy drogo zapłacili za oddanie się jej na służbę, nie otrzymując w zamian orderów ani listów pochwalnych.

Z Andrzejem ze Słupow spotykaliśmy się przed wojną tylko raz w roku zimą na polowaniach organizowanych w Urbanowie - majątku Związku Rodzinnego linii wielkopolskiej. Majątek ten przekazał na rzecz Związku przedstawiciel części rodu, wywodzącej się z Ujazdu, a właśnie Andrzej do niej należał. Dlatego w Urbanowie był gospodarzem. Zjeżdżali się w tym dniu kuzyni z Głuchowa, Wargowa, Niechanowa i zwykle trzech braci z Czacza.

Bliski kontakt z Andrzejem nawiązałem spędzając z nim cały rok w Podchorążówce Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu, gdzie mieszkaliśmyw tej samej, dziewięcioosobowej izbie. Andrzej miał duże poczucie humoru: pamiętam na przykład jego reakcję, kiedy późną jesienią niektórzy koledzy proponowali spanie przy otwartym oknie. Andrzej zaprotestował, wołając: "Panowie, panowie, to nie Zakopane, ja znam ten klimat, tutaj nie można takichrzeczy robić!" i ostatecznie go posłuchano. W jego ręce oddano klucz do szatni z naszymi prywatnymi mundurami. Andrzej nieraz musiał go wypożyczać kolegom, postarał się więc o olbrzymią etykietę z kawałka deski, tak dużą, by nie mieściła się w żadnej kieszeni. I rzeczywiście, nigdy nie było kłopotu z odnalezieniem klucza.

Andrzej miał w sobie coś bardzo pciągającego i w tym kryje się zapewne tajemnica, którą trudno wytłumaczyć, że w wojsku garnęli się do niego obcy ludzie, zwłaszcza podoficerowie, "z wyciągniętą rączką" na powitanie.

Gdy w drodze na poligon w Raduczu przyjechaliśmy wraz z końmi koleją do Skierniewic, cała podchorążówka, w sile 450 ludzi defilowała konno przez miasto. Ludność, nie nawykła do takich widoków, witała nas z kwiatami. Kobiety z dziećmi podeszły do jadących ułanów i wręczały kwiaty właśnie Andrzejowi.

Po wojnie spotykaliśmy się (my, koledzy z podchorążówki) czasem na rodzinnych ślubach lub pogrzebach, a także na pierwszych zjazdach koleżeńskich w Laskach i następnych już ogólnych w Warszawie.


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »