|
|
Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik | |
| Nr 18, edycja elektroniczna | Skierniewice, grudzień 1998 | |
| « Poprzednia strona | Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru | Następna strona » |
Każdy lubi mieć wspomnienia, Te dobre i te złe, Lecz najmilsze sercu są wspomnienia Te Zjazdowe, te Rodowe
W styczniu br. otrzymałam "Kwartalnik" numer 16, z którego dowiedziałam się o kolejnym, VII Zjeździe w czerwcu 1998 r. nad jeziorem Wigry na Suwalszczyźnie. Patrzę na mapę, gdzie są Suwałki, a gdzie Sulechów. Z jednej granicy na drugą. Szybka decyzja - jadę.
Z "Kwartalnika" dowiaduję się o podziale pracy na Zjeździe. Mnie w roku 1993 w Zajączkowie została powierzona przez śp. Zbigniewa ze Skierniewic rola pióra zjazdowego. I tak zostało do dziś.
Wyjeżdżam do Bożeny do Warszawy. Po kilku dniach jedziemy razem. Potem jedziemy do Lasek po Michała. Docieramy wieczorem na kolację.Ośrodek - Dom Pracy Twórczej został zbudowany na wyspie. Jest to pokamedulski zespół klasztorny w centrum Wigierskiego Parku Narodowego. Zostajemy zakwaterowani w eremach, Domu Królewskim oraz Kaplicy Kanclerskiej.
Mimo późnej pory wiele osób przebywa w sali restauracyjnej. Przywitania, uściski, okrzyki radości, wesołość ogólna - "O jesteście..., witam kuzynie, kuzynko..., dzień dobry, ciociu, wujku, cześć..." Rolę gospodarza pełnią Rafał z Korycina i Ryszard z Suwałk. Zmęczeni drogą, pogodą, jemy kolację. Trwają rozmowy. Idziemy spać o godz. 24. Do snu usypia śpiew ptaków. W czwartek rano budzi nas głos skowronka, jest piękna pogoda, świeci słońce. Idziemy na śniadanie. Dalsze powitania, rodzinne uściski. Parking zapełnia się samochodami z rejestracjami z całej Polski. Przybyło na Zjazd Żółtowskich dziewięćdziesiąt osób. Zwiedzamy teren. Rozmowy, kawa, pogawędki...
Młodzi zajęli się sobą. Rozmowy, gwar, śmiech... Są to kochane dzieciaki, bardzo uczynne, grzeczne, a jak urosły przez ten rok!
O, jest Piotr z Sandomierza z całą rodziną. Przedstawia żonę Janinę, córkę Kamilę oraz syna Roberta. Karola znam od 1993 r. z Zajączkowa. Był licealistą, a w tej chwili jest już studentem. Mariusz ze Sztumu przywiózł brata Tomka z żoną Agatą z Gdańska. Przyjechała po raz pierwszy Wanda z Wrocławia z córką Grażyną, która mieszka na stałe w Zurychu w Szwajcarii. Najliczniejszą grupę stanowiła Podkowa Leśna. Trzy pokolenia Stefanów. Najwspanialszą uczestniczką zjazdu jest Helenka - 1 rok i 2 miesiące, córka i wnuczka Stefanów.
Jak zawsze, wokół Michała z Lasek krąg młodzieży oraz pozostałych uczestników. Stefania z Korycina i Basia ze Skierniewic rozdają identyfikatory z napisem: "VII Zjazd Rodu Żółtowskich, Wigry 11-14.06.1998 r.". Trzeba wpisać swoje imię i miejscowość. O godz. 10 Msza Święta i procesja Bożego Ciała, w której uczestniczymy. Pogoda dopisuje, świeci słońce, ale wieje silny wiatr.
Po obiedzie - Walne Zebranie Członków. Zebraliśmy się w sali kawiarnianej. Obrady otworzył Prezes Zarządu, Andrzej Ludwik z Warszawy. Przywitał przybyłych, życzył miłego wypoczynku. Odczytano sprawozdanie z działalności Zarządu. Sprawozdanie finansowe przedstawił Jarek ze Skierniewic. Dyskusja, sprawa składek, omówienie i organizacja VIII Zjazdu w roku 1999. Padały różne propozycje co do terminu oraz osób odpowiedzialnych za organizację. Zaproponowano Mieczysława i Sławka ze Szczecina lub Mariusza i Mirellę ze Sztumu oraz Tomka z Gdańska. Dokładne ustalenie nastąpi na jesiennym posiedzeniu Zarządu. Omówiono wydawanie "Kwartalnika" redagowanego przez Bożenę, Izę Broszkowską z Żółtowskich i Małgosię z Warszawy.
Omówiono też nowo wydaną Genealogię Rodu Żółtowskich. Jest to żmudna praca rozpoczęta przez śp. Michała z Łodzi, a dokończona przez rodziców, Elżbietę i Wacława.
Jarek przygotował nowe pamiątki. Zjazdowe breloki oraz noże do otwierania kopert, które można było kupić u Basi i Oli ze Skierniewic. Kasety zjazdowe z Ciechocinka i poprzednich Zjazdów oraz Błogosławieńswa Papieża dla Rodu sprzedawał Rafał z Korycina. Sprzedażą Genealogii Rodu zajęłam się ja, Lila z Sulechowa. Marek z Poznania przywiózł pokaźne albumy naszych zdjęć zjazdowych z lat 1993-1997. Poinformowano o wystawie zdjęć rodzinnych Stefana z Podkowy Leśnej, która miała się odbyć w sobotę. Wystawę przygotowała Bożena z Warszawy. Omówiono program wyjazdu do Wilna. Listą uczestników wycieczki zajęła się Bogusia z Białej Starej oraz Rafał z Korycina.
W czwartkowe popołudnie przybyła pani redaktor z rozgłośni Polskiego Radia Białystok, by nagrać audycję która była emitowana w rozgłośni białostockiej w piątek 12 czerwca. Wysłuchaliśmy jej jadąc do Wilna. W czwartkowy wieczór odbył się koncert kameralny.
W piątek 12 czerwca o godz. 5 nastąpił wyjazd do Wilna. Na granicy w Ogrodnikach małe zamieszanie z odprawą celno-paszportową, wyjaśnianie, a to wszystko w związku z naszym nazwiskiem. Przekraczamy granicę, jedziemy wśród zieleni, pól, lasów, jezior. Docieramy do Wilna. I tu zaszły zmiany na lepsze. Pilot objaśnia historię miasta oraz jego tradycje, legendy.
Wilno leży wśród zieleni, przecinają je rzeki Wilia, Wilejka, Mereczanka. Zaczynamy od Góry Trzech Krzyży skąd rozciąga się panorama miasta. Zwiedzamy Stare Miasto, kościół św. Rafała, jedziemy na cmentarz na Rossie, tam odwiedzamy grób Matki i Serce Syna - grób Piłsudskich. Przechodzimy obok mogił jego żołnierzy na Stary cmentarz. Dalej kościoły św. Piotra i Pawła na Antokolu, kościół Bazylianów, św. Ducha, św. Dominika wszystkie zbudowane w stylu baroku wileńskiego. Nabożeństwa odbywają się w języku polskim. Plac Katedralny, na którym znajduje się katedra św. Kazimierza z relikwiami. Odwiedzamy największy skarb katolicki na Litwie - Cudowny Obraz Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia. Chwila zadumy, modlitwy. Później przechodzimy do kościoła św. Teresy. Idziemy uliczkami Starego Miasta. Zwiedzamy dom, w którym mieszkał Adam Mickiewicz, jego pomnik, plac Giedymina. Jedziemy na wieżę telewizyjną, aby obejrzeć panoramę całego miasta z lotu ptaka. Zwiedzamy dwie cerkwie. Zostały nam jeszcze Troki. Pogoda dopisuje. Jest ciepło, świeci słońce przeplatane deszczem. Troki leżą na wyspie. Wjeżdżamy groblą wśród lasów, docieramy. Zaczynamy od zwiedzania Zamku Kiejstuta. Oglądamy jego wnętrza, muzeum, wystawę. Wracamy zmęczeni, ale radośni. W czasie drogi powrotnej obsługą barku zajęła się Bogusia z Białej Starej oraz Agata z Podkowy Leśnej. Pełni humoru, mimo zmęczenia podróżą, wracamy na późną kolację do Wigier. W sobotę po śniadaniu kolejny wyjazd - wycieczka po Suwalszczyźnie, którą organizuje Ryszard z Suwałk wraz z zawodowym przewodnikiem. Kawalkadą samochodów ruszamy Doliną Czarnej Hańczy. Przejeżdżamy Szurpiły. Jest to teren polodowcowy. W Turtulach oglądamy stary młyn wodny z XVII w., czynny do 1950 r. Obecnie jest w nim mała elektrownia wodna. Zobaczyliśmy też typową chatę suwalską, w której mieści się muzeum regionalne.
W deszczu udaliśmy się do Stańczyk, gdzie dwa wysokie wiadukty kolejowe, wybudowane przez Niemców przed I wojną światową są w tak dobrym stanie, że służą jako punkt widokowy na dorzecze Błędzianki. Następnie Smolniki - piękne tarasy widokowe na jezioro Hańcza. Sidory, Góra Cisowa porośnięta drzewami. Mijamy Jeleniewo, w nim drewniany kościółek z XIX w. - perła Suwalszczyzny. Zmęczeni wracamy na obiad. Po posiłku kolejna niespodzianka. Wystawa zdjęć rodzinnych Stefana z Podkowy Leśnej. Omówienie kolejnych zdjęć przez Stefana. Dzielnie pomaga dziadkowi Helenka.
Deszcz zamiast ogniska. Uroczysta kolacja pożegnalna z tańcami i śpiewem. Młodzi zorganizowali dyskotekę, a Maciej z Torunia i Michał z Białej Starej rozegrali partyjkę kart. Niedziela - dzień odjazdów. Po śniadaniu poszliśmy na Mszę Św. Ksiądz poinformował wiernych o naszym pobycie, o rodzinie. Modlitwa za dusze zmarłych Żółtowskich i szczęśliwy powrót do naszych domów. W niedzielę przybyła pani redaktor Grażyna Mikłaszewicz z gazety "Współczesny Tydzień". Zrobiła reportaż pt. "Polski my naród, polski ród". Ukazał się w dniu 19.06.1998 r.
Dla nas to wypoczynek, miłe spotkanie, radość w gronie rodziny, a dla Natalii, Basi, Jarka ze Skierniewic, Rafała, Stefanii z Korycina, Ryszarda z Suwałk ciężka praca organizacyjna. Załatwianie wielu spraw, rozliczenia, pilnowanie, by wszystko było jak należy. Do uczestników Zjazdu przyszły życzenia od Łęckich z Torunia, Krystyny i Bronisława z Berlina, p. Wojciechowskiego z Torunia, Janiny i Stefana z Bydgoszczy. Janina i Stefan z Bydgoszczy to ludzie niesłychanie sympatyczni. Niestety, wiek i zdrowie nie pozwoliły im na tak daleką podróż.
Dowiedzieliśmy się, jakie są ukochane Suwałki Ryszarda, a może w 1999 r. dowiemy się, jaki jest Szczecin Mieczysława (słowa ich obu w Rucianem w 1995 r. zarejestrowane na taśmie wideo upamiętnione przez Rafała z Korycina.)
Nastąpiły pożegnania, pamiątkowe zdjęcia, wymiana adresów, uściski do następnego zjazdu na Boże Ciało 1999. Odjazdy, machania dłonią, klaksony.
Filmował Rafał z Korycina, zdjęcia robił Marek z Poznania.
Do "tradycji" zjazdowej należy, a w naszej naturze leży, że zawsze zapomina się coś zabrać ze sobą. Następują powroty lub też kierownictwo przekazuje Jarkowi ze Skierniewic zgubę, a ten zawsze znajdzie jej właściciela.
Sulechów, lipiec - sierpień, 1998