Herb Związek Rodu Żółtowskich - Kwartalnik
Nr 18, edycja elektroniczna Skierniewice, grudzień 1998
« Poprzednia strona Związek | Kwartalnik | Archiwum Kwartalnika | Biblioteka | Redakcja | Wyszukiwanie | Spis treści numeru Następna strona »

Ryszard Żółtowski z Suwałk

Moja Suwalszczyzna

Piątek, 12.06.1998 r.

Siedemdziesiąt dwie osoby biorą udział w zwiedzaniu Wileńszczyzny. "Pozostali goście Zjazdu organizują czas wolny według własnych życzeń" - taki zapis znalazłem w programie Zjazdu. Poczułem się nie najlepiej. Przecież to moja Ziemia Rodzinna - ja jestem tu gospodarzem, pozostali uczestnicy Zjazdu - gośćmi. Moja Suwalszczyzna nie może okazać się niegościnna.

Wsiadłem do samochodu i pomimo nie najlepszej pogody pojechałem do klasztoru, do "moich" gości.

Zebrało się dziewięć osób w samochodach - zaproponowałem wycieczkę samochodową. Zobaczymy Suwalszczyznę, jej zabytki, miejsca walk, a także urodę lasów i jezior.

Ruszamy O 11. W Sejnach zwiedzamy Bazylikę Najświętszej Maryi Panny, ruiny dominikańskiego klasztoru i z okien samochodu dawną synagogę.

Potem kierunek: lasy i jeziora. Pierwsza miejscowość na obrzeżach puszczy to wieś letniskowa Giby - wzniesienie, wysoki dębowy krzyż, kamienie rozmieszczone jak idąca grupa ludzi, kamienna tablica z nazwiskami tych, którzy zostali zabrani przez NKWD w 1944 r. i do dnia dzisiejszego nie zostali odnalezieni. A było ich wielu. Ta ziemia kryje dużo tajemnic, a puszcza usłana jest grobami ludzi, którzy walczyli o polskość tej ziemi w całej historii naszego kraju. Zapalamy znicze i po zwiedzeniu drewnianego kościółka (dawniej molenny "starowierów") wchłania nas puszcza. Mijamy jezioro Gieret, miejscowości Wysoki Most i Frącki, w Macharcach skręcamy na Tobołowo, do Bryzgla. W Bryzglu zatrzymujemy się, schodzimy na brzeg jeziora Wigry. W dali między wyspami Ordów i Ostrów okolona siną linią lasów widoczna jest Zatoka Słupiańska. Na prawo taflę jeziora ograniczają wyspy Krowa i Brzozowy.

Po chwili odpoczynku przez Płociczno i Gawrych Rudę docieramy nad Zatokę Stupiańską, aby podziwiać szerokie ploso widoczne do Wysokiego Węgła. Musimy się spieszyć, bo to już 14 - czas na obiad. Skręcamy w Płocicznie w drogę do Sobolewa, mijamy Stary Folwark i już jesteśmy w klasztorze.

Czy było przyjemnie? - wiedzą jedynie ci, którzy wzięli udział w tej wyprawie.

Sobota - 13.06.1998 r.

Program: "godz. 10 wycieczka po Suwalszczyźnie", ale nie tej puszczańskiej - dzisiaj zwiedzimy także piękną Suwalszczyznę północną z wysokimi (do 300 m n.p.m.) wzniesieniami, rzekami, mnóstwem przepięknych jezior, "kamienicami", głazowiskami i lasami. Tym razem jedzie z nami znawca tych terenów, przewodnik PTTK, były partyzant AK, z zawodu nauczyciel, a poza tym stary żeglarz, włóczykij i mój przyjaciel - pan Jerzy Kliko.

Jedziemy - siedemnaście samochodów osobowych. Trochę trudno jest opanować tak długą kolumnę, a nie chciałbym, aby ktoś został, zagubił się i narzekał.

Skręcamy z Suwałk w kierunku Jeleniewa, mijamy cmentarz żołnierzy radzieckich. Zmarli - to żołnierze ze znajdującego się obok założonego w roku 1941 obozu jenieckiego, którzy umarli w 1944 w męczarniach głodu i mrozu, oraz ci, którzy zginęli w walkach o Suwalszczyznę. Na tym cmentarzu pochowanych jest około 40 tys. osób.

Dojeżdżamy do jednego z pomników Armii Krajowej - grobu Bielickiego i jego towarzyszy broni. Zatrzymujemy się. Jurek krótko przedstawia historię utworzenia jednej z pierwszych grup oporu na ziemiach polskich. "Zginęli, bo byli Polakami". Zamordowani przez Niemców w 1940 r., zginęli, bo walczyli o wolność i polskość tych ziem zaliczanych od 1939 r. przez Niemców do Prus Wschodnich, a dawniej przez Litwinów do Litwy. Takich grobów na trasie mijamy wiele.

Jesteśmy na pograniczu. Suwalszczyzna graniczy bowiem z Rosją, Litwą i Białorusią.

Jedziemy dalej, mijamy drewniany kościółek w Jeleniewie, skręcamy w lewo i przez Kazimirówkę i Szurpiły dojeżdżamy do głazowiska w Rutkach i do Turtula, gdzie zatrzymujemy się przed siedzibą zarządu Parku Krajobrazowego. Przed nami piękna pradolina Czarnej Hańczy, ograniczona z obu stron bardzo wysokimi brzegami. Wspinamy się do punktu widokowego, aby podziwiać cudowny "amfiteatr hańczański". Krótki spacer i z pięknem krajobrazu w oczach ruszamy serpentynami dróg wijących się wśród wzgórz do Błaskowizny, nad jezioro Hańcza (jest najgłębsze w Europie: 108 m głębokości). Z niego bierze swój początek rzeka, choć w tym miejscu to tylko strumień, Czarna Hańcza.

Jurek objaśnia - my podziwiamy rozległe ploso, robimy zdjęcia. Spieszymy się, bo przed nami kawał drogi. a czas ucieka. Jedziemy krętą, górzystą trasą do Stańczyk. aby zobaczyć dwa monumentalne mosty kolejowe łączące brzegi doliny rzeki Błędzianki. Oglądamy wierzchołki stuletnich świerków nasienników, sosen i brzóz. Znowu czas goni. Zdajemy sobie z Jurkiem sprawę, że na Cisową Górę nie zdążymy, jest już bowiem godz. 14.

Zmieniamy trasę. Mieliśmy jechać przez Wiżajny, "biegun zimna", do Rutki Tartak i stamtąd na Cisowa. A jedziemy z Wiżajn do Smolnik na punktwidokowy. Trasa cały czas przebiega wzdłuż granicy rosyjskiej i litewskiej, miejscami 50-100 m od granicy. Smolniki: mijamy wieś, zatrzymujemy się na punkcie widokowym. Przed nami Park Krajobrazowy, w dali charakterystyczny stożek Góry Cisowej - suwalskiej "Fudżijamy".

Jurek objaśnia zasłuchanym wycieczkowiczom, co się gdzie znajduje - podaje nazwy jezior, form geologicznych. wskazuje ślady wędrówek lodowców, ozy, moreny... Kończymy zwiedzanie - przed nami 40 km drogi i obiad opóźniony o dwie godziny. Obserwuję uczestników. Są zmęczeni, ale zachwyceni Polską kresową, o której na co dzień sie nie pamięta...


« Poprzednia strona Początek strony Następna strona »